Archiwa blogu

Mania Studio w trasie cz. 12

Wypowiedzi Kamila od 11:33.

W tym odcinku Mania Studio, Kamil Bednarek opowiada o początkach współpracy z wytwórnią Lou & Rocked Boys. W filmiku wypowiada się także jego producent. Możemy też dowiedzieć się jak wyglądało tworzenie teledysku do „Ciszy”.

Wywiad dla portalu Pomia.pl (Rzeszów)

 

Poniższy tekst pochodzi ze strony www.pomia.pl a właścicielem praw autorskich do artykułu są opiekunowie portalu. Autor: Kamila Szetela.

Jak wspominasz wyjazd do Kokkino Nero w Grecji?

Pierwsze, co mi przechodzi na myśl, to to, że było zdecydowanie za krótko (śmiech). Fajnie, że coś takiego organizują. Na chwilę warto oderwać się od Polski, zmienić mentalność i odkryć na nowo samego siebie. Niesamowita podróż, kiedy spotykasz tylu ludzi, każdy jest taki otwarty i gotowy, żeby cię poznać. Tam się czułem jak normalny koleś, a nie jak jakaś „gwiazda”.[…] to było najpiękniejsze, co mogło mnie spotkać, od ostatnich miesięcy. […]Może przez to, że to studenci, więc mają zupełnie inne podejście do tego wszystkiego. Sam wyjazd- piękna pogoda, 30o ciepła, słońce, plaża, czego chcieć więcej?[…]

Macie już przygotowane jakieś kawałki na nową płytę? Jeśli tak, to czy jest szansa, że zagracie je podczas dzisiejszego koncertu?

Mamy nowe kawałki w zanadrzu, ale nie mogę ich jeszcze zdradzać. Nie mogę się doczekać, kiedy je nagram. Dzisiaj będziemy grali utwory z tych trzech płyt, które już nagraliśmy, czyli „Szanuj”, „Jamaican trip” i najwięcej z „Jestem…”, wiadomo, nowa płyta, ostatnio wyszła, chociaż w sumie już trochę nie jest świeża, ale to jest niesamowite, że kiedy wydajesz nową płytę, to wydaje ci się, że jest najbardziej dojrzałą, ale po paru miesiącach zdajesz sobie sprawę, że stać cię na więcej, że ta płyta, którą wydałeś, to jeszcze nie jest to czego szukałeś i po tych paru miesiącach, nie mogę doczekać się kolejnej. Myślałem: co ja napiszę? Może już nic nie napiszę? I nagle taka fala, ale nie będę nic zdradzał, nie będę nic mówił. Mam nadzieję, że spodoba się to, co zrobimy…

Rozumiem, że możemy liczyć na nową płytę?

Na pewno. Nie wiem czy w tym roku, nie chcę obiecywać, ale coś będzie.

A ‘propos płyty „Jestem…” czy 30-to sekundowa cisza na płycie przed  utworem „Cisza” jest efektem zamierzonym?

Tak, to był zamierzony efekt, takiego właśnie wyciszenia, zaskoczenia. Mnie się inaczej myśli w ciszy. Bardziej słyszę swoje myśli. Mam czasami taki pisk w uszach po próbie, ale to już inna sprawa (śmiech). […] „Cisza” jest utworem, który nagrałem dla brata. Prosił mnie o to strasznie […] nie żałuję teraz. Dziękowałem mu niejednokrotnie, bo ja się wstydziłem tej piosenki. Mówiłem „jak takie coś puścić? w ogóle bez sensu”. To pokazuje, że nie wolno wstydzić się emocji i zauważyłem, że warto inwestować w takie uczucia w śpiewaniu.[…] To jest utwór, który jest strasznie bliski mojemu sercu i kiedy go śpiewam, to widzę mojego brata, nasz stary pokój[…]

…o utracie prywatności i rozwijaniu swoich pasji

[…] Są momenty, że mam wszystkiego dosyć i jest mega trudno i ciężko. Stracić prywatność, to chyba największa strata i wielu ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, czym jest prywatność. To jest coś pięknego i dopiero, kiedy się ją traci, człowiek zdaje sobie sprawę, jaka jest ważna. Tak samo jest z przyjaciółmi, których możesz mieć na co dzień, a jak wyjeżdżasz w trasę, to tęsknisz za nimi i kiedy ich zobaczysz, to jest dopiero radość. Wszystko ma jakiś cel. Muszę dużo przeżywać, żeby pisać o tym wszystkim. To, co mnie spotkało w życiu, to jest niesamowite szczęście, które może spotkać każdego, kto bardzo kocha to, co robi. Jest mało ludzi, którzy postanawiają trzymać się pasji. Niektórzy zostawiają ją gdzieś po drodze i mówią „dobra, nie ważne”. […] Trzeba łapać każdą szansę, która jest wokół nas, bo z tego może urodzić się coś na prawdę wielkiego i ja będę tego teraz pilnował. Nie pozwolę na to, żeby ktoś w moim towarzystwie mówił, że marzenia się nie spełniają. Za dużo przeżyłem, żeby powiedzieć, że się nie spełniają.[…]

Każdy chce być najlepszy, a niekoniecznie pracuje na to. Każdy chce mieć wszystko od razu. Lepiej małymi krokami, powoli gdzieś dojść do góry, niż dużymi na sam szczyt, bo można szybko spaść, a po takim upadku trudno jest wstać. Ja też miałem taką sytuację z moim występem w tym programie. Są dwa typy budowania kariery: takie, które buduje się latami, idzie powolutku małymi schodkami i takie, które niechcący dostałem, czyli od razu strzał na samą górę. […] Miałem masę rzeczy, z którymi musiałem walczyć i tak naprawdę najbardziej musiałem walczyć ze sobą. To było największe obciążenie na psychikę. Każdy czegoś od ciebie oczekuje, każdy czegoś chce. Jedni cię kochają, inni nienawidzą. Znajdź siebie w tym wszystkim. To było na prawdę trudne.[…]

Jaką rolę w Twoim życiu odgrywają przyjaciele?

Moi przyjaciele, mam taką fajną paczkę, to są ludzie, których znam od najmłodszych lat i oni się nie zmienili dla mnie. To dzięki nim to wszystko jest, jakie jest.[…] Każdy ma wady i każdy popełnia błędy. Ja też popełniam błędy, to wiem, że oni mi o nich powiedzą.  Nie będzie tak „ spoko, stary, nic się nie stało”, tylko „ej, stary, co ty robisz? Proszę cię, ogarnij się” i to jest właśnie to. Ludzie dzisiaj tak mało używają szczerości, ale ja mam to szczęście, że otaczają mnie ludzie, którzy są bardzo szczerzy.[…]

Nawiązując do Twoich niedawno obchodzonych urodzin, jak i okoliczności dzisiejszego koncertu – KultURalii – święta studentów, powiedz jak imprezuje Kamil Bednarek, osoba tak popularna i rozpoznawalna?

Normalnie, co mam ci powiedzieć?(śmiech). Nie chodzę do klubów, nawet mi się nie chce, dlatego, że ja już mam dosyć tego. Jak wracam do domu, to tęsknię za rodzinką, za moimi przyjaciółmi. Wolę gdzieś z nimi polecieć na nasze miejscówki, które mamy wokół siebie. Ja strasznie kocham naturę. Obok nas są lasy, jest niesamowity teren. Uwielbiam, kiedy jest piękna pogoda i sobie gdzieś tam wypadamy, motorkiem gdzieś w teren, ognisko. Ostatnio na moje urodziny nie udało się zrobić ogniska, bo była brzydka pogoda. Zrobili mi niespodziankę – imprezkę w domku, tak kameralnie, kilka osób, ale to chyba był najpiękniejszy prezent, który dostałem, czyli ich. Przyjeżdżam do domu, nie wiedziałem nic, a tu nagle „tadam! Niespodzianka!”. Takie imprezy są najlepsze w gronie przyjaciół, przynajmniej w moim przypadku. Ja lubię ludzi, kocham ludzi, naprawdę uwielbiam poznawać ludzi, ale po takiej trasie, gdzie mamy na przykład dziesięć dni koncertów, to wracam do domu i jednak nie chce mi się imprezować. Wolę odpocząć, mieć ich blisko siebie, pogadać, zapytać co się działo. Pierwszy rok był rzeczywiście taki fajny. To wszystko było dla mnie nowe, lubiłem się bawić i ogólnie to było fajne, ale w pewnym momencie potrzebowałem zrobić kolejny krok do przodu i zdać sobie sprawę, że tak nie może być cały czas, że to nie jest tylko zabawa, jest zbyt piękne to, co mnie spotkało, żeby to tak po prostu przepuścić przez palce.[…]

Jaki Twoim zdaniem jest najbardziej optymalny wiek na stabilizację życiową?

Myślę, że na to nie ma reguły. Ktoś, kto ma 30-ci lat może się zachowywać jak 15-latek, a ktoś kto ma 18-cie lat, przeżył trochę w swoim życiu, zachowuje się jak 30-letni facet. Ja sam dostałem szybki kurs dojrzewania. Mam 22 lata, ale nie czuje się jakbym tyle miał. Czasami nawet się wstydzę, żeby powiedzieć na ile starszego się czuję, ale to wszystko zależy od doświadczeń, od tego, co człowiek dostaje i z czym musi się zmierzyć.[…] Lekcja życia, jaką dostałem, dla mnie jest jak najbardziej na plus. Wiem, że w wieku 22 lat, ludzie zazwyczaj idą na studia, jeszcze są te imprezy i to wszystko, a ja czuję, że jestem potrzebny komuś i nie mogę tego zniszczyć, dlatego czuję się odpowiedzialny za zespół, bo oni też mają swoje rodziny. Jeżeli popełnię jakiś błąd, coś zepsuję, przez nieumyślność, to mogę ich skrzywdzić. Muszę być odpowiedzialny za siebie, zespół i przede wszystkim fanów, którzy mnie słuchają. Jestem świadomy tego, że być może jakoś kształtuję ich pole widzenia, więc chciałbym być w tym wszystkim jak najbardziej szczery i naturalny. […] Jest czas na imprezy, czas, w który powinniśmy się bawić, ale też jest w naszym życiu potrzebny czas refleksji. […]

Czy sprawia Ci przyjemność praca na planie podczas produkcji teledysków?

To jest fajne pytanie. Z jednej strony uwielbiam nowe wyzwania, uwielbiam kiedy muszę się wcielić w jakąś rolę, bo mimo, że musisz być sobą, to czasami trzeba coś odegrać. To jest fajne, bo zawsze marzyłem o tym, żeby zagrać w jakimś filmie, ale szczerze, to ja może godzinę – dwie się skupię, a potem już mnie nie ma, wszędzie biegam (śmiech)[…] Wiem, że muszę nad tym pracować, muszę się skupiać na tym wszystkim, ale na razie jeszcze nie umiem, sam się wkurzam na siebie, że zamiast ułatwić pracę innym, to po prostu ją utrudniam, no ale staram się jak mogę. Chociaż z drugiej strony cieszę się, że mam teledyski, bo dzięki nim, to życie jest trochę ciekawsze.

Widzisz siebie w roli aktora?

No chciałbym kiedyś spróbować. Sam teledysk – ja tam tylko śpiewam, odgrywam piosenkę. Będąc aktorem musiałbym wcielić się w rolę, poczuć klimat.[…]

Jak wspominasz pracę na planie przy produkcji reklamy? Co skłoniło Cię do przyjęcia tej propozycji?

To też było dla mnie wyzwanie. Ogólnie miałem wątpliwości, bo w naszym kraju nie jest łatwo być osobą publiczną.[…] Dostałem propozycje zagrania w reklamie i powiedziałem sobie „no nie, reklama? Ale reklama, czego? Play? Okay”, już i tak miałem telefon w play. Najfajniejsze było to, że sam mogłem wymyślić scenę. Nikt mi nie narzucał, co mam grać, tylko mogłem być sobą. Najgorsze było, kiedy w dzień nagrania, ja nie miałem nic, żadnego tekstu i co tu teraz zrobić? […]Potem na freestyle’a przed samym nagraniem udało mi się coś zrobić, „ja płynę z nią, muzyką…”. Kręciliśmy 30 sekund reklamy przez 16 godzin, to jest jakaś masakra i to nie przez to, że ktoś coś zepsuł, czy źle zagrał, tylko na przykład samo ustawianie kamer zajmuje dużo czasu… Dla mnie to było fajne wyzwanie. Nigdy czegoś takiego nie robiłem, nie czułem, że coś jest wbrew mnie. Tak na prawdę byłem tam sobą. Biorąc udział w reklamie nie mogłem tak bardzo przejmować się, co o tym myślą inni. To jest problemem w naszym kraju, że za dużo myślimy o tym, co powiedzą o nas inni, zamiast zrobić coś dla siebie. Udział w takiej reklamie, po za tym, że był fajnym doświadczeniem, to w pewien sposób potrafi zabezpieczyć mnie przed tym, że jeśli coś by się stało w moim życiu czy w mojej rodzinie, nie wiem, jakaś operacja (tfu, tfu, tfu ), to będę w stanie im pomóc. To był chyba największy argument, który mnie przekonał. Ja nie czułem, że zrobiłem coś wbrew sobie, może by tak było, gdybym tego nie zrobił. To było takie inne. Byłem na tym planie i musiałem się zmierzyć z zupełnie czymś innym, nie śpiewać tylko… no w sumie, też śpiewałem (śmiech), ale mimo wszystko to było wyzwanie. Ta świadomość, że będzie to oglądać tyle ludzi…  Ja się nie wstydzę występować przed ludźmi, ale to mimo wszystko było trudne. […]

Cieszę się, że pokazałeś wszystkim niedowiarkom ,że nie jesteś artystą jednosezonowym. Mija już trzeci rok od programu „Mam Talent”, w którym mogłeś pokazać się szerszej publiczności, a Ty nadal cieszysz się niegasnącą popularnością. Domyślam się, że to nie jest łatwe?

To nie jest łatwe. Pierwszy rok, po tym całym programie, to było niesamowite, że ktoś chce ciebie słuchać, bo jednak mimo wszystko, programy typu „ talent show”, one potrafią pomóc, nie gwarantują stałej kariery, ale dają taką iskierkę, którą można później rozpalić. Niestety, nie podoba mi się w tych programach tylko tyle, że to wszystko jest wyreżyserowane.[…] Możesz mieć tam swoje 5 minut, to warto z nich zrobić 15, 20, 30 minut, godzinę. Myślałem, że po pierwszym roku zapomną, że przyjdzie ktoś inny, a tu proszę, trzeci rok i wszystko się rozwija do przodu.[…]

Trzeba być cierpliwym i cały czas pracować.

rozmawiała Kamila Szetela

Kamil Bednarek w reklamie sieci Play

Opublikowano 21 marca 2013

http://www.play.pl

 

Wersja radiowa do osłuchania TUTAJ

 

Start kampanii  22.03.2013

Media: TV, Internet, Radio, Prasa, Kino, Outdoor

 

Muzyka:

Spot Kamil Bednarek – Play Roots – Marek Aureliusz Teodoruk

 

Informacje o autorach:

Kreacja – Grandes Kochonos

Paweł Nowakowski (dyrektor kreatywny); Michał Sorówka (dyrektor kreatywny), Jakub Gajos(art  director),  Bartosz Gryś (copywriter), Jacek Wlazło (Client service), Magdalena Morgun

Reżyser -  Tadeusz Śliwa

Dom produkcyjny – Papaya; Postprodukcja – Yakumama

 

Bednarek Play

Bednarek Play

Bednarek Play

Bednarek Play Demotywatory

21 Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy BEDNAREK (TVP) 13.01.13

Tracklista:

1) Think About Tomorrow

2) Keep On Trying

3) Dla Ciebie

4) Salut!

5) Dni, Których Jeszcze Nie Znamy

6) Światu Brakuje Troski

7) Nie Chcę Wyjeżdżać

 

Koncert odbył się 13 stycznia 2013 roku w Warszawie.

Szczera rozmowa dla PAP life

Poniższy tekst pochodzi ze strony www.paplife.pl a właścicielem praw autorskich do artykułu są opiekunowie portalu. Autor: Katarzyna Kownacka.

O zmianie swojego życia po zdobyciu popularności i staniu się „tym Bednarkiem” opowiada PAP Life muzyk, kompozytor, wokalista, autor tekstów i instrumentalista Kamil Bednarek. Jego postanowienie na Nowy Rok to pozostać sobą i pamiętać o tym, co naprawdę jest ważne.

PAP Life: – Kto to są ludzie z „brudną wyobraźnią”? Śpiewasz o nich w tytułowej piosence Twojej ostatniej płyty „Jestem”.

 

Kamil Bednarek: – Tę piosenkę napisałem kilka lat temu, ale mam wrażenie, że dopiero teraz nabrała mocy. Pisząc te słowa miałem na myśli tych, którzy myślą stereotypami albo kierują się zdaniem innych. Boją się wyrazić własne zdanie, bo myślą, że może ono zostać źle odebrane. Ale generalnie to metafora, która daje morze możliwości interpretacji. Każdy, kto słucha tej piosenki może podpiąć pod „brudną wyobraźnię” to, co jemu wydaje się właściwe. Każdy ma przecież jakieś swoje wyobrażenie o ludziach i świecie.

 

PAP Life: – A czemu twierdzisz, że ta piosenka – napisana kilka lat temu – dopiero teraz nabrała mocy?

 

K.B.: – Napisałem ją jeszcze przed zmianami, które spowodował w moim życiu udział w „Mam talent”. Miałem już wtedy swoją pasję, czyli reggae i już wtedy czułem jakąś zawiść i zazdrość u osób, którym tej pasji najwyraźniej brakuje. A to niestety rzecz u nas powszechna – ludzie chodzą do pracy, której nie lubią, kończą studia czy szkoły, których nie czują… Popadają z tego powodu w złość i wyżywają się, np. na artystach, którzy spełniają się w swojej muzyce. Dziś, po tym jak z anonimowego Kamila stałem się „tym Bednarkiem”, który robi to, co kocha i fajnie z tego żyje, czuję słowa tej piosenki podwójnie. Czytam czasem fora internetowe – o sobie i innych muzykach – i strasznie dołuje mnie to, co tam znajduję.

 

PAP Life: – Ciekawe – większość chyba postrzega Cię, jako roześmianego gościa, któremu w życiu się udało i który ma tłumy wielbicieli. A Ty mówisz o przykrościach z tym związanych…

 

K.B.: – Bo one się zdarzają i zdarzały, co od początku jest dla mnie bardzo trudne. Na początku było super. Masa ludzi się cieszyła, że reggae się przebiło, że chłopakowi z małych Lipek się udało. Potem był etap mocno przesadnego uwielbienia, zwłaszcza, jeśli chodzi o dziewczyny. To pewnie wkurzało, w szczególności osobistych facetów tych dziewczyn. Sam jako facet wiem, że gdyby moja dziewczyna reagowała na jakiegoś artystę aż tak, jak wtedy część dziewczyn na mnie, to delikatnie mówiąc, nie przepadałbym za nim. To miało wyraz w sieci. Na szczęście potrafiłem złapać odpowiedni dystans.

 

PAP Life: – W jaki sposób?

 

K.B.: – Jak było źle, to sobie myślałem, że to cena, którą trzeba zapłacić za szansę jedną na milion, a mi się taka trafiła. Bo przecież, na co dzień nie zdarza się, żeby pójść gdzieś, tak jak ja do „Mam talent”, zaśpiewać trzy piosenki i zacząć spełniać swoje marzenia. Robić to, co się kocha, utrzymywać się z tego i dawać innym masę energii, tak jak się dzieje na moich koncertach. To nie jest dla mnie zwykłe śpiewanie i zabawa. Czuję się dzięki nim bardzo potrzebny, bo wiem, że daję swoim słuchaczom energię.

 

PAP Life: – Kiedy było Ci w ostatnich dwóch latach najtrudniej?

 

K.B.: – Chyba właśnie tuż po programie. Trudno mi się było przestawić na tryb, w którym nie mogę „ot tak” spokojnie przejść ulicami, że wszędzie ktoś mnie rozpoznaje, każdy mój krok i moje potknięcie są bacznie obserwowane. Musiałem uważać absolutnie na wszystko – na to, co mówię, co robię, gdzie i z kim idę… Inaczej sobie to wyobrażałem.

 

Oczywiście spotykałem też ludzi serdecznych, dobrze mi życzących. To była też dla mnie próba pokonywania własnych słabości i wytrwałości. Czułem straszne ciśnienie, byłem przytłoczony tym, że bez przerwy ktoś czegoś ode mnie chce. Zdałem sobie wtedy sprawę z tego, że ludzie potrafią dać wiele energii, ale też zbyt wiele jej zabrać. Ktoś prosi o jedno zdjęcie – niby nic. Ale za nim kolejne trzydzieści osób też chce tylko jedno zdjęcie. Dla kogoś, kto jest dopiero na początku swojej drogi, to sytuacja trudna do ogarnięcia. Wiele zmieniło się po obejrzanym przeze mnie koncercie Gentlemana, którego bardzo szanuję, jako artystę.

 

PAP Life: – Jak się zmieniło?

 

K.B.: – Byłem na jego koncercie we Wrocławiu. Po jego zakończeniu wyczekałem i miałem okazję przybić mu przysłowiową „pionę”. Ręce mi drżały, jak dzieciakowi. Byłem w stanie wydukać z siebie zaledwie kilka sylab. Wtedy zrozumiałem jak czują się ludzie, którzy na mnie czekają po koncertach i kompletnie zmieniłem podejście. Gentleman otworzył mi oczy, zupełnie nieświadomie dał mi wskazówkę: bądź blisko swoich fanów, nie wchodź w świat szołbiznesowych gierek – bądź sobą i blisko ludzi. To oni sprawiają, że to, co robisz ma sens. Wierzą w Ciebie. Dlatego teraz, choćby nie wiem co się działo, nie chcę się zamykać na fanów i uciekać z koncertów. Chcę żeby czuli, iż mają ze mną kontakt, mogą zamienić kilka zdań. Tym bardziej, że ogromnie szanuję to, że ludzie poświęcają swój czas i oszczędności by przyjść na mój koncert.

 

PAP Life: – Wracając do płyty – przebija z niej trochę goryczy. Śpiewasz na przykład, że światu brakuje odwagi, miłości a nawet godności. Skąd u Ciebie ten smutek?

 

K.B.: – Nawet jeśli brzmi smutno, to ma raczej przypominać żeby się nie zamykać na drugiego człowieka i nie siedzieć tylko w swoich czterech ścianach. W czasach, których nie mam prawa pamiętać, tuż po wojnie, człowiek potrafił wspomóc drugiego kubkiem mleka czy łyżką cukru. Ludzie ze sobą żyli, rozmawiali, potrafili być razem. Teraz, kiedy nie ma żadnych wojen są od siebie daleko. Żyjemy w nieustannym biegu, bo trzeba więcej zarobić, osiągnąć, zbudować dom, kupić auto, etc. Zapominamy o tym, co naprawdę jest ważne – o innych ludziach. Koncentrujemy się na rzeczach mniej istotnych.

 

PAP Life: – Próbowałeś swoich sił w brytyjskiej wersji programu X-Factor. Chciałeś nam uciec z Polski?

 

K.B.: – To był zupełny przypadek – usłyszałem o eliminacjach, nagrałem filmik jak śpiewam i dostałem zaproszenie na casting. Kiedy tam dojechałem Anglicy stwierdzili, że jednak nie mogę być w tym programie, bo mam już na koncie dwie płyty i za sobą udział w podobnym show. Ale bardzo mi się ta przygoda spodobała. Poznałem w Londynie kilku fajnych ludzi – na przykład czarnoskórych raperów, którzy kompletnie nie mogli uwierzyć, że jestem z Polski i śpiewam jamajskie rytmy. Fajne było też to, że nikt mnie tam nie rozpoznał i miałem taką czystą, klarowną kartę.

 

PAP Life: – Chciałbyś spróbować swoich sił za granicą?

 

K.B.: – Marzę o tym, ale przede wszystkim dlatego że chciałbym siebie jeszcze raz poddać próbie… Zobaczyć jak ludzie z inną mentalnością reagują na moją muzykę. Jeszcze raz stanąć przed publicznością, która mnie nie zna i jeszcze raz się sprawdzić. Z drugiej strony, kiedy pomyślę, że mogłoby mi się udać i tam również rozpętałaby się taka burza, jaka była tu po moim udziale w „Mam talent”, to nie chcę takiego scenariusza.

 

PAP Life: – „Bitwa na głosy” też była formą wyzwania? Chciałeś się spróbować w innej roli?

 

K.B.: – Szczerze mówiąc, kiedy pojawiła się propozycja, żeby wystąpić w tym programie, to byłem do niej sceptycznie nastawiony. Nie chciałem znowu być w telewizji. Jednak zdecydowałem się po tym, gdy dowiedziałem się, na czym polega ten program. Przekonało mnie to, że nie ja byłem w nim na pierwszym planie, tylko grupa szesnastu młodych, zdolnych ludzi.

 

Po drugie pomyślałem, że to znów szansa, żeby pokazać reggae szerszemu audytorium. A to wcale nie jest łatwa muzyka do wykonania. W przeciwieństwie do muzyki popowej nie jest oparta na ładnym, dobrym technicznie wykonaniu prostej melodii, tylko na emocjach. Musisz wyśpiewać uczucia całym ciałem, jeśli chcesz śpiewać reggae. A trudno to zrobić, zwłaszcza, że wokół stoją paralizatory, którymi niewątpliwie są kamery.

 

PAP Life: – Jeszcze stresują Cię kamery?

 

K.B.: – W pierwszych odcinkach „Bitwy…” byłem tak zestresowany, że części rzeczy nie pamiętam (śmiech). Z czasem było lepiej – tym bardziej, że moja ekipa była jak gąbka, która wsysała mój stres. A ja ich prowadziłem do przodu. Była między nami pełna symbioza, determinacja i jedność. No i sporo się wzajemnie nauczyliśmy. W jednej ekipie było dwanaście kobiet i czterech facetów. Trzeba było wielkiego spokoju, by wytrzymać, jak dziewczyny zaczynały marudzić… A one z kolei musiały się w wielu momentach wykazać dużą cierpliwością wobec męskiej części ekipy (śmiech).

 

PAP Life: – A’propos reggae – jesteś pierwszym w Polsce wokalistą śpiewającym taką muzykę, który zdobył dużą popularność. Wielu ludzi przez Ciebie zetknęło się z taką muzyką. Czujesz się jak misjonarz, który uczy tej muzyki?

 

K.B.: – Raczej nie rozmyślam w takich kategoriach, ale skoro ktoś tak myśli… (śmiech). To się zapewne okaże po latach. Jeśli komuś spodoba się reggae i będzie jej słuchał dzięki takiemu wykonawcy jak Bednarek, to bez wątpienia jest to pozytywne zjawisko. Póki, co najbardziej mnie cieszy, że ludzie przychodzą mnie słuchać, by złapać pozytywną energię. Często to słyszę, a to dla mnie bardzo motywujące.

 

PAP Life: – Jakieś postanowienie na Nowy Rok?

 

K.B.: – Pozostać sobą – to moje główne postanowienie. Nie stracić głowy i nigdy nie zatracić w czymś, co tak naprawdę nie jest ważne.

 

Rozmawiała Katarzyna Kownacka

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.