Bardzo dobry wywiad dla Muzyka.DlaStudenta.pl

Poniższy tekst pochodzi ze strony www.muzyka.dlastudenta.pl a właścicielem praw autorskich do artykułu są opiekunowie portalu. Autorzy: Klaudia Szostak i Jerzy Ślusarski.

 

Tak błyskawiczny sukces niejednemu zawróciłby w głowie. Jeszcze dwa lata temu nikt w Polsce nie zdawał sobie sprawy z jego istnienia, dzisiaj zapełnia wszystkie sale koncertowe, a na jego występach nie ma szans przecisnąć się pod barierki.

Kamil Bednarek soczystym butem wykopał drzwi oddzielające go od sukcesu – po udziale w „Mam Talent” nie osiadł na laurach, tylko przez cały czas nagrywał i koncertował, przy okazji zawracając w głowie niejednej nastolatce. Efektem wytężonej pracy Kamila jest ponad pół miliona fanów na Facebooku oraz nowa płyta „Jestem…”, która choć swoją premierę miała ledwie w zeszłym tygodniu, to już zdążyła zdobyć status złotej. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z muzykiem, który pomimo młodego wieku przez wielu już teraz jest uznawany za ambasadora polskiego reggae. Bednarek nadal jednak pozostaje skromnym, ale też i bardzo wygadanym gościem. Gdyby chciał, bez problemu mógłby sprawdzić się jako mówca motywacyjny.

dlaStudenta.pl: Twoja nowa płyta jest dojrzalsza od dwóch poprzednich nagranych ze Star Guard Muffin. Skąd ten refleksyjny charakter? Dorosłeś?

Kamil Bednarek: Może to dlatego, że te dwa lata były dla mnie szybkim kursem dojrzewania. Na początku za bardzo się otworzyłem na ludzi i zbyt mocno wierzyłem w to, co mówili. Było w tym sporo podstępów, których nie potrafiłem wyczuć. Mydlili oczy, a potem robili zupełnie coś innego. To był dla mnie ważny sprawdzian i zbiór doświadczeń. W końcu coś we mnie wybuchło i to okazał się odpowiedni moment, żeby nagrać płytę. Myślę, że nie jest do końca tak, jak chciałem, bo mogło być jeszcze lepiej, ale porównując sobie pierwszą, drugą i tę trzecią płytę, to myślę, że „Jestem…” jest moim najdojrzalszym albumem.

Skąd pomysł na nagranie coveru akurat Marka Grechuty? Nie boisz się dotykać klasyków?

Nie, bo odkąd pamiętam śpiewałem ten utwór. Moje pierwsze występy na scenie miały miejsce podczas festiwali piosenki śpiewanej. Wtedy śpiewałem jeszcze „Nie dokazuj”. Natomiast „Dni, których jeszcze nie znamy” bardzo mi pasują ideologicznie do tego, o czym śpiewam i co mówię ludziom na koncertach. Poza tym ta piosenka wprowadza niesamowity klimat – nie dość, że łączy pokolenia, to w dodatku fajnie nakręca. Z dnia na dzień można przecież spełnić tyle swoich marzeń… Dlatego warto wierzyć w lepsze jutro.

Z twoimi sympatiami w reggae jest tak samo? Chętniej sięgasz po tradycyjne roots spod znaku Boba Marleya, Scratcha Perry’ego czy raczej kierujesz się w stronę nowych brzmień? Wielokrotnie podkreślałeś, że jesteś wielkim fanem Gentlemana.

Kocham stare brzmienia! Uwielbiam słuchać Burning Speara, tylko problem tkwił w tym, że ja długo tej muzyki nie rozumiałem. Dlatego zaczynałem od polskich składów i dopiero później zacząłem odkrywać te zagraniczne. Bardzo długo słuchałem reggae spod znaku Studio One. Właśnie te stare brzmienia, klasyki jamajskie sprawiły, że zacząłem zwracać uwagę na prostotę w muzyce. To o te proste dźwięki chodzi – niekoniecznie musi ich być dużo, wystarczą trzy w odpowiednim miejscu. To pomogło mi w tworzeniu prostych melodii i jednocześnie, tak jak w przypadku Gentlemana, podobało mi się to, że do tego nowoczesnego grania można wprowadzić dużo nowatorskich rzeczy ze smakiem. I wtedy znowu mi się zapaliła żarówka: „Słuchaj, Ty chcesz grać reggae? A może warto by było poeksperymentować?” No i ostatnimi czasy nie słuchałem praktycznie żadnej muzy, żeby się czymś inspirować. Zamknąłem się we własnych dźwiękach. W taki właśnie sposób powstała najnowsza płyta „Jestem…”, która jest kombinacją różnych stylów. Ja osobiście nie chciałbym być ograniczony do reggae, popu, bluesa czy country, ale żeby słuchając tego wiadomo było, że to Bednarek. Chciałbym wytworzyć swój styl. Mimo że już niby wszystkie interwały zostały nagrane, to wierzę w to, że można jeszcze stworzyć coś, czego nie było.

A wyobrażasz sobie, że w przyszłości możesz odejść od reggae i pójść w zupełnie innym kierunku?

No tak, bo ja w ogóle kocham kombinować i jeśli coś jest zagrane z dobrym feelingiem, to wszystko ci wychodzi. Może rzeczywiście warto byłoby spróbować czegoś zupełnie innego? Zagrać coś w jakimś innym stylu… Kocham funk, dubstep, nawet muzykę klasyczną – to przy niej najczęściej zasypiam. Dobrze byłoby połączyć dwa pokolenia czy dwa różne poglądy na życie.

Jaka jest największa różnica między dzisiejszym Tobą a tym z „Mam Talent”?

Kiedyś traktowałem muzykę jako hobby, teraz jest to dla mnie misja. Kiedy czytam na forum, że ktoś chciał się ciąć, posłuchał mojej płyty i zupełnie zmienił swoje podejście do życia, to aż mi serce rośnie. Nie dość, że kocham to, co robię, to jeszcze mogę komuś pomóc. Dlatego dopóki będę mógł śpiewać, będę to robił. Zależy mi na tym, żeby zbudować fundament. Nie chcę grać dwa lata, nachapać się siana i przestać, ale zbudować coś więcej. Moim autorytetem jest Wojtek Wojda z Farben Lehre, który gra już 25 lat. Cały czas ma swoich fanów, wydaje płyty, koncertuje. Tak samo bardzo szanuję Kazika. Wychodzi na to, że można grać tak długo i przez być cały czas sobą, nikogo przy tym nie udając. Mam nadzieję, że ze mną będzie tak samo i ludzie ze mną zostaną.

Czy jest jakiś wykonawca zupełnie spoza twojego gatunku, z którym chciałbyś zaśpiewać? Może właśnie Kazik?

Prawdę mówiąc nawet mi to nie przyszło do głowy. W sumie nie myślałem, żeby zagrać z kimś takim. Ale to byłaby dla mnie naprawdę fantastyczna sprawa. Może kiedyś tak się stanie.

A jeśli chodzi o polskich zasłużonych twórców jak Bakshish czy Izrael?

Słuchałem ich twórczości i bardzo mi się podobała, ale nie będę udawał, że rozumiem ją do końca, bo to nie są moje czasy. Ta muzyka była bardziej walcząca, a w tekstach drzemało wiele ukrytych sensów. Dzisiaj mamy łatwiej i tak naprawdę możemy wszystko. Nie mamy żadnych ograniczeń oprócz tych finansowych. Teraz muzyka stała się bardziej materialną zabawką showbiznesu. Wytwarzamy i sprzedajemy następny utwór i tak w kółko.

Zostałeś dość szybko okrzyknięty królem reggae w Polsce. Nie czujesz moralniaka w stosunku do zespołów, które mają o wiele dłuższy staż od ciebie?

Ale kto mnie nim okrzyknął? Media. Po co? Żeby zrobić niepotrzebny szum. Oni na tym przecież zarabiają. Ja nigdy nie starałem się bujać w towarzystwie celebrytów. Odmawiałem też udziału w programach typu „You can dance”.

Ale przez udział w „Bitwie na głosy” znalazłeś się znowu w centrum uwagi. Co było Twoją główną przesłanką w występach w tym show?

Na początku się nie zgodziłem. Dopiero, kiedy dowiedziałem się, że można pomóc zdolnym ludziom, zaczęły mi przychodzić do głowy osoby, które warto byłoby pokazać światu. Przemówiła do mnie też główna nagroda. Fundacja Rozwój działa naprawdę i pomaga ludziom, którym brakuje perspektyw. Moja drużyna miała przed sobą megatrudne zadanie, ale się udało. Muzyka reggae wcale nie jest łatwa. Taka się wydaje, ale żeby ją zaśpiewać, trzeba to zrobić uczuciami i przez cały czas wyrażać emocje. Ja sam na nowo odkryłem siebie, ponieważ sprawdziłem się w roli trenera, mimo że tak naprawdę nie mam żadnych predyspozycji do nauczania, bo sam jestem samoukiem. Może dlatego też „Bitwa” tak mi się spodobała – uczyłem nie tyle śpiewu, ile wiary w siebie. Długie rozmowy, nakręcanie i uczestnicy na nowo odkrywali swoje możliwości. Jestem pewien, że tym zwycięstwem pomogliśmy niejednemu potrzebującemu. Kiedy się zastanawiam, czy mi się to opłaciło, to z biegiem czasu dochodzę do wniosku, że mi to w ogóle nie zaszkodziło. Jeśli jednak dostałbym kolejną propozycję udziału w tego typu programie, musiałbym to gruntownie przemyśleć.

Nazwałeś reggae prostą muzyką. Myślisz, że prostota jest kluczem do jej sukcesu w Polsce? Bo tak naprawdę tylko hip-hop jest bardziej popularny wśród młodzieży.

W ogóle jest widoczna jakaś eksplozja popularności. Reggae to łatwo przyswajalna muzyka, ale ja się bardzo cieszę z tego, że nie jest w mainstreamie, bo to mogłoby ją zdeformować oraz zniszczyć całe jej piękno. To jest muzyka, która niesie ze sobą dobre wartości. Często spotykam ludzi ze starszego pokolenia, którzy byli do niej negatywnie nastawieni, a teraz mówią mi: „Słuchaj, dzięki tobie polubiłem reggae. Nie myślałem, że tak się stanie”. Kiedy oni przychodzą i doceniają, że ta muzyka jest wartościowa, to serce mi rośnie. Nic, tylko robić to dalej. Co do hip-hopu, to słuchałem go dużo, ale kiedy miałem 15 lat, wszystko to zaczęło mnie przymulać. W tekstach przewijało się za dużo narzekania. Pewnie teraz trochę się zmieniło, ale przyznam, że nie jestem na bieżąco.

Ty nigdy nie przymierzałeś się do rapowania?

Nie, ja zawsze śpiewałem. Nie potrafię rapować. Podziwiam hip-hopowców, ale to muzyka reggae najbardziej mi pomogła.

Reggae tak jak zresztą hiphop jest stereotypowo wręcz związane z paleniem marihuany. Ty z kolei jesteś często pytany o swój stosunek do obecnego stanu prawnego w Polsce. Legalize it?

To faktycznie często zadawane pytanie. Nie wiem, czy nie jest podchwytliwe (śmiech). Ja mam do tego ogromny dystans, bo marihuana może tak samo zaszkodzić, jak i pomóc. Zresztą tak jak inne używki – weźmy alkohol, który jest dostępny wszędzie, a rujnuje życie setkom ludzi. Wszystko zależy od człowieka, od tego, czy ma poukładane w głowie, czy potrafi używać czegoś i czy umie się w tym nie zatracić. W przypadku rozpoznawalnych osób za ich zachowaniem idzie masa innych ludzi, zwłaszcza młodzieży. I to właśnie oni mogliby się pozatracać i zepsuć sobie życie. Ale to wszystko tak naprawdę trudno przewidzieć, bo nam, Polakom często brakuje umiaru. W niektórych krajach są legalizacje i ludzie z tym jakoś żyją.

A miałeś jakieś niemiłe sytuacje związane z organem ścigania?

Nigdy nie miałem żadnych nieprzyjemności, jeśli chodzi o narkotyki. Nie zostałem złapany przez policję ani nic w tym stylu. Zresztą to może zdziałać wiele złego z człowiekiem, a ja jakoś nie potrzebuję tego, żeby być szczęśliwym i tworzyć.

Nie boisz się, że małolaty, które Cię słuchają nie będą potrafili zrozumieć Twojego przekazu albo wezmą go do siebie zbyt dosłownie? Weźmy np. taki „Ganja Trip”.

Zauważyłem, że moje teksty są bardzo uniwersalne, zwłaszcza te na płycie „Jestem…”. Ale nie boję się – z biegiem czasu zaczynamy inaczej rozumieć teksty, które po raz pierwszy usłyszeliśmy kilka lat wcześniej. Od tej pory każdy przecież coś przeżył. Dlatego ja się cieszę, że zwłaszcza młode pokolenie łapie muzykę, która przekazuje dobre wartości i mówi o tym, żeby nie walczyć ze sobą, ale z przeciwnościami losu. Są przecież gatunki, które wiecznie prezentują spinę, ciągle coś dla nich jest nie tak. A muzyka reggae jest tak przyjazna dla człowieka… Może to sprawi, że kolejne pokolenia będą bardziej wyluzowane, będą podchodzić do siebie z większym dystansem.

Myślisz, że Twój zamiar śpiewania w obcym języku i nauczenia się jamajskiego jest realny? Nie uważasz, że Twoja twórczość może okazać się specyficzna tylko dla polskiego rynku?

Biorę to pod uwagę, dlatego bardzo zależy mi na tym, żeby pojechać za granicę, mieć czystą kartkę. Brakuje mi takiej anonimowości.

I tam za granicą śpiewałbyś po polsku, angielsku?

To zależy. Są miejsca, gdzie można spotkać niejednego Polaka i tam na pewno po polsku. Ale jeśli byłby to festiwal, na który przyjeżdżają zagraniczne gwiazdy, to raczej starałbym się śpiewać po angielsku. I tego jestem strasznie ciekaw – jak odebraliby mnie ludzie? Czy tak jak w Polsce?

Jakiś czas temu byłeś na Jamajce. Różnic między narodami z pewnością jest sporo, ale może dostrzegasz jakieś podobieństwa w mentalności Jamajczyków i Polaków?

Jamajka to zupełnie odmienny świat. Inne realia, historia, mentalność i perspektywy. Tak naprawdę nawet, jeżeli tutaj nie mamy nic, to i tak mamy więcej niż oni. Takie podróże potrafią człowieka sprowadzić do parteru. Od razu docenia się to, co ma i dostaje kopa. Myślisz sobie wtedy: „Zobacz, ludzie na drugim końcu świata nie mają co jeść, nie wiedzą, czy przeżyją następny dzień, a ty marudzisz, że czegoś tutaj nie masz czy że coś ci się nie układa.” Dzięki takim wyjazdom człowiek staje się wrażliwszy. Ale jest jedna cecha, która szczególnie łączy Polaków i Jamajczyków – oba narody są bardzo temperamentne. Ani Polak, ani Jamajczyk nie da sobie w kaszę dmuchać. Co jeszcze? Polacy równie mocno kochają muzykę, tylko nie zawsze tę ambitną. Często jest to disco polo.

Z czegoś w końcu muszą się brać miliony odsłony utworu „Ona tańczy dla mnie”.

No tak, ciężko mi było w to w ogóle uwierzyć. Tyle zdolniaków żyje w Polsce, a wygrywa taka prostota. Ale o to chyba chodzi, że proste kawałki są najlepiej przyswajalne. Chociaż będąc na campusie w Międzyzdrojach po pewnym czasie już miałem szczerze dość tej piosenki.

Zauważyłeś u siebie jakieś objawy sodówki? Do tej pory jeśli ktoś krytykował Twoją muzykę, to raczej nie mógł Ci odmówić tego, że nadal pozostajesz skromnym kolesiem i nie szpanujesz sukcesem.

Przez chwilę tak miałem. Strasznie nie chciało mi się rano wstawać i dużo marudziłem. Ale o to trzeba zapytać moich przyjaciół – m.in. dzięki ich szczerości i temu, że byli ze mną cały czas, nie zwariowałem. Uwierzcie, mam 21 lat, a dookoła jest mnóstwo pokus, którym bardzo łatwo ulec. Do tej pory nie miałem łatwo, bo nie wywodzę się z bogatej rodziny, ale może dlatego wiem, co jest w życiu najważniejsze, czyli najbliżsi mi ludzie. I nawet jeśli coś się zaczynało ze mną dziać, oni zawsze mi o tym mówili. Dzięki temu zastanawiałem się zawsze, czy może faktycznie nie zrobiłem czegoś głupiego lub czy powiedziałem czegoś nie tak. Jeśli się zmieniłem, to na pewno na lepsze. Stałem się bardziej konsekwentny, odpowiedzialny.

Spotkałeś dużo zawistnych typów, którzy zazdrościli Ci tego, że Tobie się udało, a im nie?

Tak i było to wyrażane w bardzo dziecinny sposób. Często ktoś przychodził i się uśmiechał, a potem się podśmiewywał za plecami. Rok później, kiedy przetrwałem już najgorsze, wracali do mnie ze słowami: „Kamil, to przecież nic. To było głupie nieporozumienie”. Wtedy właśnie zrozumiałem, kto jest prawdziwy i szczery w tym, co robi oraz kto płynie z moją łodzią. Teraz mam swoją załogę, swoją łódkę i to razem z nią płynę. Z drugiej strony nie dziwię się artystom, którzy robią coś kilkanaście lat, a tu przychodzi jakiś młodziak, śpiewa trzy piosenki w telewizji i nagle wszyscy go uwielbiają. Ale jeśli ktoś naprawdę kocha muzykę, to powinien widzieć w tym plusy. Ludzie, którzy grają reggae, powinni iść w jednym szeregu. Ale faktycznie było też dużo osób, nie tylko innych artystów, którzy widzieli we mnie jakiś interes.

Nie żałujesz, że nie poszedłeś na studia? Wspominałeś kilka razy o karierze wojskowego. Bierzesz dalej pod uwagę taką ścieżkę?

Jasne, że tak. Jak by nie było, dobrze jest mieć jakąś alternatywę. Nie mogę myśleć, że wszystko będzie zawsze szło do przodu w takim tempie jak teraz i zawsze muszę być przygotowany na najgorsze. Mentalnie jestem gotowy na wszystko. Mógłbym teraz bez problemu wrócić do szkoły i ją skończyć. Poradziłbym sobie. Na razie jednak nie myślałem o tym, bo po prostu nie mam na to czasu. Nie chcę zaprzepaścić szansy, którą dostałem, bo ona się zdarza raz na milion. I myślę, że każdy na moim miejscu odstawiłby szkołę na chwilę po to, żeby realizować swoją pasję. A jeśli robisz to, co kochasz, to nie przepracujesz ani jednego dnia. Nawet, jeśli spotykają cię jakieś przeciwności, musisz pokonać kilkaset kilometrów, to nigdy nie jest źle, bo nadal robisz to, co kochasz. Dlatego nie wolno zapominać o swoich marzeniach. Często nawet po studiach trafia się do pracy, w której wcale nie chciało się być i która w ogóle nie daje satysfakcji. Wtedy trzeba znaleźć coś, do czego się ucieka, co daje szczęście. I to niekoniecznie musi być druga osoba, ale pasja właśnie. Ona pomaga w trudnych chwilach. Polecam!

Rozmawiali: Klaudia Szostak
Jerzy Ślusarski (jerzy.slusarski@dlastudenta.pl)

Reklamy

Posted on Grudzień 10, 2012, in Wywiady and tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: