„Nie jestem Adamem Mickiewiczem” – wywiad dla Onet.pl

Poniższy tekst pochodzi ze strony www.muzyka.onet.pl a właścicielem praw autorskich do artykułu są opiekunowie portalu. Autor: Bartosz Sadulski.

 

Cały czas żyjesz w Lipkach?

Ogólnie rzecz biorąc mieszkamy z zespołem w Polsce, bo teraz bardzo dużo jeździmy. Kiedy nie jestem w trasie mieszkam w Lipkach, bo tam jest mój dom, tam mam swoich przyjaciół. Tak jestem zakochany w tej miejscowości że nie wyobrażam sobie, żeby mieszkać gdzie indziej. Na pewno w przyszłości chciałbym tam zostać i może postawić własne studio. W Lipkach jest miejsce, gdzie się mogę wyciszyć i myśleć o tym, jaki byłem i jaki jestem.

Ciągle mieszkasz z rodzicami?

Pewnie, obiadki u mamy są najlepsze. W trasie zawsze narzekam na jedzenie i porównuje je do domowych obiadów.

Ludzie znają cię już na tyle, że możesz spokojnie wyjść na piwo ze znajomymi?

Szczerze mówiąc to nie do końca. Wielu znajomych zmieniło się bardziej niż ja. Wiadomo – długo się nie widzieliśmy, nie gadaliśmy, pojawiły się jakieś dziwne plotki na mój temat, i kiedy ich spotykam i się z nimi witam to są zaskoczeni, że to robię. Większość ludzi w Brzegu znała mnie wcześniej, ale kiedy wychodzę na miasto zupełnie nie widzę swoich znajomych. Wszyscy gdzieś powyjeżdżali.

Myślisz o tym, żeby zrobić jakieś studia, związane np. z produkcją muzyczną?

Tak. Bardzo bym chciał pójść na inżynierię dźwięku, ale z tego co wiem to bardzo trudny kierunek. Jeżeli miałbym się temu poświęcić, to musiałbym na chwilę odstawić muzykę, bo nie wiem czy jest sens robić coś na pół gwizdka. Teraz mam ogromną szansę, a z pięciu minut może się zrobić dobra godzina. Ludzie ciągle przychodzą na koncerty, nadal we mnie wierzą. Wyszła nowa płyta. Nie mogę tego zostawić.

Co by było gdyby nie twój nagły sukces? Naprawdę poszedłbyś do wojska?

Cały czas o tym myślę. Może nie codziennie, ale często zastanawiam się, co by było gdyby. Na pewno gdybym nie spróbował, nie siedziałbym tutaj teraz z tobą, nie spełniłbym swoich marzeń. Jestem pewien, że bym grał muzykę. W tym kraju jest tak, że czegokolwiek by się nie robiło trzeba się zmagać z trudnościami. Bycie artystą, który z dnia na dzień staje się osobą publiczną jest bardzo trudne. Mam 21 lat i powinienem być na studiach i cieszyć się młodością. Przeszedłem szybki kurs dojrzewania. Jednak cieszę się, bo do życia podchodziłem zawsze spontanicznie. Zdecydowałem się na udział w „Mam talent” i okazało się, że można utrzymać się z tego, co się lubi. Warto rozwijać swoją pasję, bo inaczej często kończy się to tak, że ludzie chodzą do pracy, której po prostu nie lubią. Jak nie masz swojego „konika”, do którego możesz uciec, to jesteś bardzo smutnym człowiekiem.

Skąd w ogóle wziął się pomysł z wojskiem?

To mój wujek pułkownik nakręcił dwa lata temu. Bardziej chodziło o konkretny zawód, który zapewni bezpieczeństwo. Myślałem, że wojsko sprawi, iż nie będę się bał kolejnych dni mojego życia. Jakbym już poszedł do wojska, to pewnie bym grał w kapeli wojskowej, a nie siedział w okopach. Musiałbym dready ścinać, więc raczej nie. Na szczęście ktoś na górze chyba mnie lubi i ciągle mi podsuwa zadania, które staram się wypełniać.

Co jest teraz twoim celem?

Na razie nie chcę o tym głośno mówić, ale mam swoje marzenia. Nie chcę zapeszyć. Najpierw to zrobię, a później będę mówił.

Myślisz poważnie o karierze na Zachodzie?  

To jest bardzo fajne i chciałbym tego spróbować. Dlaczego? Bo brakuje mi czystej karty. Przyjeżdżam w dane miejsce, nikt mnie tam nie zna i zarażam ludzi swoją energią, tym co robię, a nie tym, że jestem Kamilem Bednarkiem, gwiazdą TVN-u. Ludzie poznając mnie, od razu mają jakieś wyobrażenie na mój temat z plotek i gazet, zarabiających na życiu osób publicznych. Trzeba uważać, zwłaszcza na ludzi. Zdarza się spotykać nieszczerych, widzących w człowieku tylko szansę na interes. Otaczam się raczej swoją ekipą, a między nimi czuję się najlepiej.

Miałeś moment, w którym czułeś się traktowany przez rynek przedmiotowo?

Nie, nigdy. Jestem otoczony bardzo fajnymi ludźmi, a mój management, to moi przyjaciele. W zespole panuje bardzo fajna atmosfera i nie wyobrażam sobie, by było inaczej. Trzeba być zgraną drużyną, a wtedy wszystko funkcjonuje jak należy. Czy jest dobrze czy źle, musimy się pilnować, żeby nikomu nie odbiło. W tym świecie łatwo jest zwariować…

Z tych marzeń o czystej karcie wziął się pomysł na start w brytyjskim „X-Factor”?

Kiedy pierwszy raz poszedłem do „Mam talent” byłem po prostu ciekaw, jak to wygląda. Potem poznałem to wszystko od środka, dwa lata w tym funkcjonowałem i wiele się nauczyłem. Przez przypadek byłem w Londynie ze znajomymi i oglądałem w telewizji „X-Factor”. Pomyślałem, że jeśli tam się ktoś wybije i coś osiągnie, to robi karierę na cały świat. Jak Leona Lewis. Dostałem się tam i zaprosili mnie do przyjazdu. Mieli problem, bo nie mogli nic ze mną zrobić, gdyż miałem już kontrakt płytowy tutaj na miejscu. Byli z tego powodu załamani, co z kolei było dla mnie bardzo miłe. Kiedy już ochłonąłem po tym i przemyślałem wszystko na spokojnie to stwierdziłem, że dobrze się stało. Gdybym miał totalnie stracić prywatność, to by było słabe. Jeśli już mam robić karierę za granicą, to moim marzeniem jest po prostu granie koncertów dla ludzi, którzy mnie nie znają i przekonywanie ich tym, co robię z zespołem na scenie. Jedyny koncert za granicą zagraliśmy na razie na Jamajce.

Ta podróż dużo ci dała, w sensie artystycznym i życiowym?

Zmieniła cały mój pogląd na muzykę. Tam jest bardzo ciężko, Jamajka to niebezpieczny i biedny kraj. Nie ma tam zupełnie perspektyw, mnóstwo ludzi ginie w napadach. Od razu naszły mnie myśli, jak dobrze jednak jest w Polsce, bo chociaż niektórzy nie mają nic, to i tak mają znacznie więcej, niż ludzie na Jamajce, którzy często marzą tylko o tym, żeby coś zjeść. Takie doświadczenie pomaga w otwarciu się na ludzi. Jamajka nauczyła mnie też uwalniania emocji na scenie. Nie wolno ich zatrzymywać dla siebie. Trzeba ją pokazywać. Jeśli masz energię – oddaj ją ludziom, a oni oddadzą ci jej jeszcze więcej. Kiedyś się tego wstydziłem, ukrywałem emocje, a teraz bardziej otwieram się dla ludzi.

Pod względem techniki śpiewu coś ci dało zobaczenie kolebki muzyki reggae?

Widziałem człowieka mającego prawie 70 lat, grającego z taką pasją, że nie mogłem w to uwierzyć. To był starszy, biedny człowiek, który wiele w życiu przegrał, ale nadal potrafi się nim cieszyć. To moje życiowe marzenie – nigdy nie stracić radości z tego, co robię.

A widzisz siebie w innym gatunku muzycznym niż reggae? 

Pewnie, że tak. Jestem otwarty na muzykę i zaczynałem śpiewać w zupełnie innych gatunkach. Zawsze lubiłem poezję śpiewaną. Teraz skupiłem się na muzyce reggae, ale razem z zespołem chcemy mieć swój styl. Nie musi to być reggae, rap, country czy pop. Bardzo bym chciał mieć oryginalne brzmienie, żeby można było po usłyszeniu kawałka od razu powiedzieć – to jest Bednarek.

W którym momencie i jak muzyka reggae do ciebie dotarła?

Słuchałem kiedyś dużo hip-hopu i w pewnym momencie straciłem radość życia. Kiedy miałem 15 lat zacząłem słuchać muzyki reggae i ona zmieniła moje podejście do świata. Odzyskałem radość, zacząłem grać i wszystko się dobrze ułożyło. Wiem, że dostałem wielką szansę i nie chcę jej zmarnować. Czuję się tym bardziej odpowiedzialny, bo wiem, że mojej muzyki słuchają młodzi ludzie. Chcę zostawić po sobie coś dobrego i pokazać, że nawet nie mając perspektyw można coś osiągnąć.

Na nowej płycie śpiewasz „nie chce wyjeżdżać stąd”, chodzi ci nie tylko o twoje Lipki, ale też bardziej ogólnie o Polskę? Lubisz Polskę?

Kocham ten kraj. Wiem, że to nie jest łatwe i że Polacy bywają trudni, ale Polska ma w sobie coś przyciągającego. Kocham wyzwania, a ten kraj je wciąż przede mną stawia. Im więcej pokonanych przeszkód, tym człowiek staje się silniejszy. Często chciałbym się poczuć na chwilę zwykłym szarym człowiekiem, którego nikt nie zna. Chciałbym być anonimowy. Ta piosenka może też być skierowana do ludzi, którzy wyjechali z Polski, żeby mogli godnie żyć. Można ten tekst różnie interpretować…

Wspominasz o anonimowości – nie możesz spokojnie wyjść na zakupy czy do knajpy?

Nie jest tak źle, chodzę normalnie do sklepu. Staram się nie uciekać od ludzi, przecież dla nich gram. Popadłbym w paranoję, gdybym musiał ich unikać. Zwerbalizowałem to sobie i teraz, kiedy gdzieś wychodzę i jestem rozpoznawany cieszę się tym, że ktoś docenia to, co robię. Nikt się ze mnie nie śmieje i nie wytyka mnie palcem, a to ważne. Ludzie podchodzą, chcą pogadać, niektórzy nawet się zwierzają. To miłe, że ludzie chcą rozmawiać o poważnych rzeczach z kimś, kto śpiewa piosenki na scenie.

Jacy ludzie przychodzą na twoje koncerty? Tylko piszczące dziewczyny?

Tych dziewczyn było bardzo dużo w zeszłym roku. Teraz ta publika mocno się zmieniła i dojrzewa razem ze mną. Dużo studentów przychodzi, ale też sporo osób ze swoimi dziećmi. Moja muzyka jest dla wszystkich, na koncertach zanika stereotyp, że reggae jest tylko dla pełnoletnich w dreadach. Staram się mówić i do młodych, którzy nie mają pewnych doświadczeń, więc trudno im wszystko zrozumieć, i do starszych, którzy już wiedzą, że życie w Polsce nie jest łatwe. Nie jestem Adamem Mickiewiczem, piszę proste teksty. Śpiewam dopiero cztery lata.

Czujesz się trochę ambasadorem muzyki reggae w Polsce?

Czuję się odpowiedzialny za popularyzację tej muzyki. Są tego plusy i minusy. Coś, co ulega modzie często jest deformowane. Nie chciałbym, żeby popularność tej muzyki ograniczyła się do noszenia trzech kolorków na plecaku i palenia zioła. Nie trzeba palić, żeby słuchać tej muzyki i nie trzeba być rastamanem.

Przed Star Guard Muffin byłeś w innych zespołach?

Wcześniej bardziej grywałem, niż śpiewałem. Byłem w zespole, który grał covery funkowe i nazywał się Funk You. Grałem tam na saksofonie. Bardzo lubiłem ten instrument.

Skończyłeś szkołę muzyczną?

Pewnie, pierwszego stopnia. Byłem za ambitny na saksofon, robiłem materiały dla drugiego stopnia.

Grasz jeszcze?

Rzadko. Zrobiłem sobie przerwę i trochę tego żałuję. Będę wracał do saksofonu i już się na ten powrót cieszę, bo się za nim stęskniłem. Czuję, że pora z nim wskoczyć na wyższy level, co nie będzie łatwe, bo trzeba ciągle ćwiczyć.

To, że przed nagraniem nowego albumu odeszły z zespołu dwie osoby miało duży wpływ na muzykę i ciebie?

Moim zdaniem to już całkiem inny zespół. Czasem wystarczy, że odejdzie tylko jeden muzyk.. Każdy nowy człowiek wnosi coś swojego, każdy ma swój styl. Kiedy te style zaczynają się łączyć, potrzeba czasu, aby się zrozumieć. Muzycy, którzy do mnie doszli znali się już wcześniej, więc nie było problemów z aklimatyzacją.

Redakcja mnie zabije jak nie zapytam: masz dziewczyną?

Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. To moja tajemnica.

Pytałem moich znajomych z Brzegu o ciebie i podobno byłeś bardzo popularnym chłopcem w liceum. Dziewczyny nie dawały ci spokoju?

(Śmiech) Eee, to jakieś legendy miejskie. Zawsze lubiłem ludzi, uwielbiam, gdy mnie otaczają. Jak siedzę sam, to wariuję. Kiedy bywają dni, że chcę być sam i odciąć się od całego świata, to wtedy jestem w domu. Tam mam przyjaciół i wspaniałe wspomnienia. Nie wiem, czy potrafiłbym pokochać inne miejsce. Jest spokój, cisza. Mogę wyjść w bokserkach na podwórko.

I paparazzi nie wyskakują zza krzaków.

Nie ma żadnych paparazzi, co najwyżej sąsiad krzyknie: Bednarek, co ty tam robisz! (śmiech)

Advertisements

Posted on Grudzień 10, 2012, in Wywiady and tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. 3 komentarzy.

  1. bardzo fajna plyta pt bednarek cisza

  2. Bednarek! Co ty tama robisz? 😄

  3. pozytywnie zakręcony człowiek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: