Wywiad dla Interii (Kobieta.Interia.pl)

Poniższy tekst pochodzi ze strony www.kobieta.interia.pl a właścicielem praw autorskich do artykułu są opiekunowie portalu. Autorzy: Hanna Halek i Natalia Hołownia.

 

Sobota, a ty od szóstej rano jesteś na nogach. Lubisz tak wcześnie wstawać?

Kamil Bednarek: – To zależy, kiedy i w jakiej sytuacji. Ale i tak gorzej wstaje się za drugim razem rano. Kilka razy tego doświadczyłem: wstałem, zrobiłem coś i położyłem się z powrotem (śmiech).

Kiedy będziesz miał wolne?

– Jutro. Zrobię niespodziankę babci i pojadę do niej pod Lublin. Do mojej wielkiej miłości, z którą prowadzę najlepsze rozmowy na świecie. Z upływem lat coraz bardziej doceniam, że mam blisko tak kochaną osobę. Ona jest moją prawdziwą bazą.

Dumna z wnuka?

– Na pewno bardzo się cieszy, że spełniło się jej marzenie: żebyśmy wszyscy w rodzinie byli zdrowi i robili, to co kochamy. To najważniejsze dla mojej skromnej babci Irenki.

Na płycie „Jestem” śpiewasz: „Znam siebie na tyle, że o sobie nie wiem nic”.

– To tekst Staffa (rapera – przyp. red.) i zupełnie się z nim zgadzam. Nikt z nas nie może powiedzieć, że siebie zna, bo każdy dzień to odkrywanie siebie na nowo. Nie wiemy, co się wydarzy i jak się wtedy zachowamy, ponieważ przez cały czas ulegamy metamorfozom. To życie pokazuje, jacy jesteśmy naprawdę.

Masz jakieś cechy niezmienne?

– Musiałbym zapytać przyjaciół. Ale ogólnie jest tak, że odbieram życie pozytywnie, a większość moich przeżyć wynika ze spontaniczności. Często robię różne rzeczy na ostatnią chwilę. Tak jak płytę „Jestem”, która nie do końca jest taka, jakbym chciał. Powstawała między koncertami, kiedy byłem mocno zmęczony. To znaczy, że stać mnie na więcej. Skoro utwory napisałem tuż przed nagraniem, to jeśli przysiądę, może być jeszcze lepiej. Obiecałem sobie, że w tym roku musi zapanować większa konsekwencja…

Myślisz, że dasz radę?

– Dobrze, poddaję się. Podejrzewam, że znowu utwory powstaną na ostatnią chwilę. Ale wiesz co? Ja mam wtedy najwięcej inspiracji, bo czuję ciśnienie i wtedy bardziej się mobilizuję.

W twoich tekstach jest dużo naiwności. A ona w dzisiejszych czasach jest raczej w pogardzie.

– Odczułem to na własnej skórze, ale nadal uważam, że naiwność jest dobra. Mocno wierzę w ludzi, choć zdarza się, że mnie ranią albo się na nich zawodzę. Są też tacy, jak choćby Kuba Wojewódzki, który nigdy o mnie złego słowa nie powiedział. Gdy do niego dzwonię, zawsze odbiera i próbuje mi pomóc. W ogólnym rozrachunku myślę, że udało mi się pozostać sobą.

Ale jak?

– Obiecałem sobie, że się nie zmienię. I wszystko zmierza w dobrym kierunku. Wiem, że nic nie trwa wiecznie, ale jeżeli po dwóch latach widzę, że ludzie dalej interesują się naszym zespołem i muzyką, to tym bardziej nie chcę ich zawieść. Chcę, żeby mieli mnie takiego, jakiego mnie poznali. Cokolwiek się wydarzy, będę wierny sobie. Wiadomo, że broda mi trochę urosła i dredy mam dłuższe, jednak wciąż kocham grać dla ludzi. Nie jest tak, że muszę to robić, bo jestem w jakiejś machinie.

Dla niektórych właśnie ta machina jest nieodpartą pokusą i jedynym celem.

– Widzisz, ja nie pochodzę z bogatej rodziny i nic nigdy nie było dla mnie ważniejsze od ludzi.

Zgodnie z tym, co śpiewasz: „Mieć to, co chcesz, chcieć to, co masz”.

– Proste, prawdziwe, istotne (śmiech). Bo nieszczęście człowieka wynika często z tego, że zbyt daleko mierzy albo chce osiągnąć wszystko naraz. Czasami trzeba docenić to, co się ma. Bo jeśli umiesz się cieszyć z małych rzeczy, to te większe też przyjdą i to całkiem szybko. Trzeba uważać, by nie zagubić się w tym wyścigu szczurów.

Co najbardziej cię w nim przeraża?

– Ludzkie maski. Ciągle każdy kogoś musi udawać. Ten wyścig szczurów sprawia, że ludzie bawią się w teatr, w którym już nie wiadomo, kto gra jaką rolę. Ja nie chcę się taki stać. Nie wchodzę w to, mimo że czasem słyszę: „A ty głupi, mogłeś to wziąć, mogłeś tam pójść i się pokazać”. Tymczasem cała moja siła polega właśnie na tym, że nie odcinam kuponów od własnej kariery. Mówię to, co myślę. Na początku było mi trudno, bo do wszystkiego podchodziłem z przesadną pokorą. Nie wiedziałem do końca, co się wokół mnie dzieje. Aż przyszedł moment, żeby się zatrzymać i powiedzieć stop. Nie dam się już skrzywdzić czy złapać na jakieś dziwne sztuczki. Zawsze miałem paczkę ziomów i rodzinę – mój punkt odniesienia. I co by się nie działo, to wiem, że wciąż ich mam.

Dlaczego nie pozujesz „na ściankach”?

– Bo pozowanie na ściankach nie byłoby dla mnie czymś naturalnym. Może gdybym chciał być popową osobą, to pochodziłbym sobie po bankietach. Ale nie… (śmiech). I tak miałem dużo walki z samym sobą, kiedy okazywało się, że stresują mnie kamery. Dla człowieka, który wcześniej nie miał z nimi styczności, to są paralizatory, które sprawiają, że się zamyka, spina i dostaje paranoi.

Byłeś już na fanpage’u „Oskarżam Kamila Bednarka o moje wysokie wymagania wobec mężczyzn”?

– Nie, nie znam tego. Co ty, taki fanpage?! (śmiech).

Sama się rano zapisałam. Albo taki: „A ósmego dnia Pan dał Bednarkowi głos i powiedział »Tak to jest dobre«”.

– No, nieźle. Nie wiedziałem, że takie rzeczy istnieją. Ten pierwszy jest najzabawniejszy.

Jak było na Jamajce?

– Bywało, że ludzie przychodzili i przybijali z nami „piątkę”. Miałem też okazję zobaczyć, jak to ich życie naprawdę wygląda, że to nie jest ta legendarna najgorętsza wyspa, na której panują miłość, pokój i wzajemny szacunek. Tam rozgrywa się prawdziwa walka o przetrwanie. Są ludzie, którzy wsiadają do auta, jadą do pracy i wracają do domu. Ale są też tacy, którzy nie wiedzą, czy doczekają jutra, bo nie mają kompletnie nic, a ich dzieci biegają boso po ulicach. To był dla mnie wielki szok. Kiedy stamtąd wyjeżdżałem, zostawiłem im całą walizkę ciuchów i wróciłem jak stałem. Z pamiątkami, paroma płytami, słoiczkiem piasku z plaży i rumem.

„Światu brakuje troski. Widzę znów kolejny upadek człowieka”, śpiewasz na płycie.

– Pewnego wieczoru, przy smutnej pogodzie za oknem, wymyśliłem melodię, a potem sama melodia podpowiedziała mi, co śpiewać. Ponadto spełniło się moje kolejne marzenie: tekst powstał do spółki z moim mentorem, ideałem, jeśli chodzi o emocje w wokalu – Gutkiem. Szczerze szanuję go za totalną skromność pomimo tylu sukcesów, które ma na koncie. Wracając do tekstu, ludzie stają się coraz mniej wrażliwi i zapominają o istotnych wartościach. internet mocno zmienił młode pokolenie. On jest fajny, bo dzięki niemu dostępny jest tak naprawdę cały świat, ale przez niego ludzie się rozleniwiają i zamiast wychodzić, spotykać się ze sobą osobiście, wolą siedzieć w samotności w swoich pokojach.

Gdy kiedyś dopadły cię kłopoty ze strunami głosowymi, rozmyślałeś o planie B na życie?

– Jeśli nie mógłbym śpiewać, to i tak tworzyłbym muzykę, a śpiewałaby moja siostra albo brat. Ja pisałbym dla nich teksty i produkował kawałki.

Z którą polską wokalistką chciałbyś zaśpiewać?

– Nigdy o tym nie myślałem. Dotychczas zawsze nagrywałem jedynie w męskim gronie. Ale moim pragnieniem jest nagrać kiedyś coś z moją młodszą siostrą Kornelą. Ona śpiewa od dziecka. My wszyscy od zawsze lubiliśmy muzykę. Może wzięło się to od ojca? Mój tata grał w kapeli wojskowej na perkusji, akordeonie i do tego śpiewał.

Od jakiego instrumentu zacząłeś?

– Kiedy miałem pięć lat, grałem na klawiszach. Jako dziesięciolatek w szkole muzycznej wybrałem saksofon. Skończyłem szkołę i dostawałem materiał z wyższej szkoły muzycznej do przepracowania. Szczerze mówiąc, chciałem już w pierwszym roku się poddać, ale na szczęście mądrzejsi naprowadzili mnie na dobrą drogę. Na perkusji gram od czterech lat, akordeon pojawił się trzy lata temu, a teraz próbuję na gitarze. Chcę poznać wszystkie instrumenty, żeby móc nagrywać to, co lubię.

Skąd wzięła się na ostatniej płycie piosenka Grechuty „Dni, których jeszcze nie znamy”?

– Bo doświadczyłem tego na własnej skórze. Wiem, że trzeba wierzyć w lepsze jutro. Jest na koncertach taki moment, gdy gramy „Dni, których jeszcze nie znamy”, kiedy muza się wycisza, a ja nawijam: „Spójrzcie na mnie. Z dnia na dzień zmieniło się u mnie wszystko. Każdy z was jest wyjątkowy. Miejcie nadzieję, bo nadzieja karmi, a nie tuczy”.

Hanna Halek, współpraca Natalia Hołownia

SHOW 2/2013

Reklamy

Posted on Styczeń 19, 2013, in Wywiady and tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: