Wywiad dla E-VIVE

Poniższy tekst pochodzi ze strony www.e-vive.pl a właścicielem praw autorskich do artykułu są opiekunowie portalu. Autor: Anna Salamon.

 

E-VIVE: W 2011 roku Twoja pierwsza płyta „Szanuj”, którą nagrałeś ze Star Guard Muffin, była najczęściej kupowana w Polsce. Jakie to uczucie być w pewnym stopniu lepszym od takich gigantów, jak Anna Maria Jopek czy Stanisław Soyka?

Byłem tym bardzo zaskoczony. Nie uważam, że moja muzyka jest lepsza od muzyki Anny Marii Jopek, ale to było dla mnie bardzo miłe zaskoczenie. Bo tak naprawdę dopóki nie nagrałem pierwszej płyty, to nie widziałem, jak ważne dla artysty jest to, że ktoś kupuje jego krążek. Przez to okazuje się, że docenia się i szanuje jego pracę, dzięki temu artysta może realizować kolejną płytę, bo to jest ogromne wsparcie finansowe. Ale pomijając już to wszystko, sam fakt, że oni chcieli kupić tę płytę, nie ściągnęli jej, tylko chcieli mieć oryginał, było bardzo miłym zaskoczeniem.

Mówi się, że dzięki Tobie reggae, muzyka uważana za niszową, zyskała popularność. Co w tej muzyce jest takiego niesamowitego i kiedy Cię zafascynowała?

Miałem 15 lat, kiedy zacząłem słuchać reggae. Był taki moment w moim życiu, w którym potrzebowałem zmiany. Porządnej zmiany. Brakowało mi radości, chodziłem przygnębiony. Mój dobry przyjaciel nagrał mi płytę z różnymi utworami reggae. Tak na początku nie wchodziło… aż w pewnym momencie zacząłem tego słuchać na okrągło i potem coraz więcej i więcej. Spodobał mi się bardzo przekaz reggae, wcześniej słuchałem dużo różnej muzyki, ale żadna tak mocno nie dotarła do mnie jak reggae.

To jest muzyka, która tworzy niesamowity klimat. Nie nawołuje do tego, żeby walczyć ze sobą tylko, żeby walczyć z tym, co jest złe dookoła: działać razem. To jest coś, czego nigdy nie zostawię! Nieważne, ile koncertów bym zagrał, i tak wracam do domu i jej słucham, wciąż ją gram… Potrafi mnie mocno zrelaksować, wyciszyć, ale jednocześnie nakręcić, mimo że to nie jest jakaś bardzo żywiołowa muzyka. Jest mi strasznie bliska i zgodna z tym, co wyznaję.

Cieszę się, że mogę ten gatunek reprezentować: pisać piosenki oparte na własnych doświadczeniach. Śpiewać do ludzi, bo może jest na drugim końcu Polski ktoś, kto przeżywa coś podobnego… Ja jestem przecież normalnym człowiekiem, tylko śpiewam… Myślę, że często problemy ludzi mogą być podobne. Fajnie, że jest muzyka, która potrafi pomóc.

Dzięki udziałowi w „Mam Talent” zyskałeś olbrzymią popularność. Fanki nadal nie dają Ci spokoju?

Ja się cieszę, ze mam moich fanów, bo gdyby nie oni, co ja bym robił… Choć na początku trochę mnie to krępowało, bo jednak przesadne uwielbienie nie jest aż takie fajne. Gdziekolwiek byłem, w sklepie na zakupach czy na ulicy, spotykałem się z piskami. Trochę mnie to krępowało, zawstydzałem się, ale z biegiem czasu moje fanki wrzuciły trochę na luz i już teraz wolą porozmawiać, niż fascynować się za mocno. Wtedy czuję się jak normalny człowiek…

Dzięki fanom mocniej wierzę w siebie. Myślałem, że po pierwszym roku wszystko ucichnie, że ludzie znajdą kolejną osobę, która była w tego typu programach, i ją będą wspierać, a tu zaskoczenie. To się rozkręca, razem z moimi menedżerami staramy się dozować wszystko, równoważyć i nie przesadzać medialnie.

Od dziecka marzyłeś, żeby śpiewać, być na scenie i to Ci się udało. Jakie rady dałbyś młodym ludziom, którzy tak jak Ty marzą, by realizować swoje pasje?

Wiara w siebie powinna być fundamentem wszystkich ludzi, którzy mają pasję. Jeśli jej zabraknie, to najmniejsze zwątpienie potrafi sprawić, że rzucasz wszystko i zaczynasz zupełnie niepotrzebnie myśleć, że się nie nadajesz. To jest moment, w którym ludzie najczęściej rezygnują z pasji, a potem żałują…

Wiadomo, nie można też przesadzić z wiarą w siebie, żeby nie popaść w samouwielbienie. Zawsze trzeba mieć dystans do siebie i do wszystkiego dookoła.

Uważam, że jeśli człowiek podchodzi z pokorą do wykonywanego zawodu, hobby, pasji, to o wiele dalej zajdzie.

Pokora, wiara w siebie, ale taka stonowana, i ten dystans potrafią człowieka utrzymać na twardym gruncie, żeby cały czas był świadomy tego, że nawet jeśli coś się nie uda, to jest kolejny dzień, w którym można to naprawić. A jeśli wszystko dobrze się układa, to też trzeba być gotowym, że któregoś dnia może coś się zepsuć. To pozwala zachować trzeźwy umysł i w każdej sytuacji można dzięki temu sobie poradzić.

Młodzi ludzie bardzo często wypływają na szerokie morze bez zasobów i doświadczeń, które po drodze mogą sprawić, że to wszystko może się posypać. Dlatego zawsze lepiej małymi kroczkami posuwać się do przodu, niż na raz chochlą najeść się i potem nic z tego nie mieć.

Czyli ciężka praca i wytrwałość są receptą na sukces?

Tak, im dłużej pracujesz na swój sukces, tym więcej potem osiągniesz. To już wiele razy było powiedziane. Im więcej dasz od siebie, tym więcej dostaniesz.

Czego słuchasz prywatnie?

Na pewno nie swojej muzyki. (śmiech) Lubię śpiewać, ale nie lubię słuchać swoich kawałków. Za to uwielbiam stary funk. Jest świetna składanka Mystery of Sounds. James Brown to jest coś, co mnie podkręca, i to strasznie pozytywnie. Lubię też stary roots, jamajskie Studio One. Słucham też rapu, ale amerykańskiego. Lubię te czarne bity, one są proste, ale łamią kręgosłup. To jest coś.

Ja po prostu lubię muzykę, która jest dobrze zagrana. Nawet punk rocka słuchałem ostatnio, menedżer mnie zaraził. Nigdy tego nie lubiłem, ale jak zobaczyłem koncert Farben Lehre, to powiedziałem: „Wow! Ale ogień”.

Lubię nawet elektroniczną muzykę, która jest dobrze zrobiona. Nie zamykam się tylko i wyłącznie na reggae. Chciałbym kiedyś w przyszłości stworzyć coś swojego, że kiedy przyjdziesz na mój koncert, to pomyślisz: to nie reggae, nie dancehall, nie rap, nie funk, a… Kamil Bednarek. Chciałbym mieć takie swoje charakterystyczne brzmienie, żeby opierało się na muzyce reggae, ale mimo wszystko było eksperymentem.

Czy jest jakiś artysta, z którym chciałbyś wystąpić na jednej scenie?

Zawsze marzyłem, żeby był to Gentleman.

Wiem, że byłeś na jego koncertach w Polsce.

Tak. Byłem na dwóch i zrozumiałem od tamtej pory trochę reakcje fanek. Przez długi czas była to mocna inspiracja dla mnie. Gdy go zobaczyłem, podszedłem do niego i jedyne, co potrafiłem powiedzieć, to: „Kocham twoja muzykę”. Tylko tyle. Wtedy zrozumiałem, jak ważny jest mój kontakt z fanami, że oni tego bardzo potrzebują. Dlatego nigdy nie uciekam od autografów. Zawsze zrobię sobie z każdym zdjęcie jeśli jest to możliwe. To jest miłe, że ktoś po koncercie wróci do domu i będzie pamiętał to, że mógł chociaż przez chwilę ze mną porozmawiać.

Ale to też bywa męczące…

Są dni, kiedy potrafi mi to dać nieźle w kość, ale mimo wszystko zasypiam z uśmiechem, że mam moich fanów, że oni przychodzą na moje koncerty, chcą zdjęcia, autografu. Lepiej, żeby właśnie przyszli po zdjęcie, niż rzucali pomidorami. (śmiech)

Kiedy kolejna płyta?

Jestem w trackie pracy nad kolejną płytą, która będzie chyba dużym zaskoczeniem dla moich fanów. Nie będę się bał eksperymentować. Myślę, że to jeszcze trochę potrwa, mimo że ona jest już w większym stopniu przygotowana. Ostatnia „Jestem” była spontaniczna. Nagraliśmy ją i wyszło lepiej, niż się spodziewałem, choć miałem pewne obawy. Ale do nowej chce się naprawdę dobrze przygotować i chciałabym pokazać, że stać mnie jeszcze na więcej… Chciałbym pokazać moim fanom, że dzięki nim się rozwijam. Chcę iść do przodu, pozytywnie zaskoczyć. Na pewno będzie bardzo zróżnicowana i mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.

Chciałbym też powoli spróbować swoich sił za granicą. Wydać anglojęzyczną wersję płyty, która pozwoli mi grać gdzieś poza krajem. Nie ukrywam, że w głębi duszy, gdzieś tam w środku marzy mi się, żeby pograć poza granicami kraju. Chciałbym mieć znowu czystą kartę. Wchodzę na scenę, nie mam żadnych etykietek programów telewizyjnych. Nikt nie wie, kim jestem. Nikt mnie nie zna.

Dojrzałeś i mentalnie i muzycznie?

Tak, to był szybki kurs dojrzewania. I nie będę tego ukrywał, że moje myślenie i podejście do życia też się zmieniły. Ale ja się z tego bardzo cieszę. Wiem, że mam 21 lat i tak naprawdę powinienem być na studiach i bawić się, ale czuję, że robię coś dobrego.

I przy tym też się dobrze bawisz, co widać na Twoich koncertach.

Tak. To jest piękne. Kiedy robisz to, co kochasz, emocje, satysfakcja i radość z tego są nie do opisania. Gdy jestem na scenie, to czuję, jakbym miał jakąś misję do przekazania innym. Czuje się wojownikiem, który ma dać publiczności fanom dobre słowo.

A jak to było z tym angielskim „X-Factorem”?

Wysłałem filmik dla zabawy, bo to mi nie było tak naprawdę do niczego potrzebne. Chciałem się przekonać, czy rzeczywiście to, co robię, podoba się tylko Polakom. Chciałem sprawdzić, czy rzeczywiście zaczęli mnie doceniać tylko dlatego, że byłem w „Mam Talent” i czy jest coś w moim głosie… Wysłałem filmik, dostałem odpowiedź, że im się to podoba, i zaprosili mnie na casting. Termin pokrywał się z „Bitwą na Głosy”, nie mogłem polecieć więc przerzucili mnie gdzieś tam etap dalej i poleciałem w innym terminie.

Zaśpiewałem  przed jury i po tym występie musiałem odpowiedzieć na kilka pytań.  Powiedziałem, że  mam wytwórnie, wydaną płytę i byłem wcześniej w tego typu programie. To mnie tam zdyskwalifikowało, ale widać było, że oni chcieli, żebym był w tym programie. To było miłe.

Teraz się cieszę, że tak wyszło, bo dzięki temu zachowałem czystą kartkę i będę mógł spróbować zagrać za granicą jako Kamil, a nie jako Bednarek.

Dla mnie najfajniejsze z tego wyjazdu było to, że kiedy się rozśpiewywałem, podeszło do mnie pięciu czarnoskórych raperów, którzy niesamowicie śpiewali, i zapytali, skąd jestem. Powiedziałem im, że z Polski, a oni  na to: „Ty nie rób sobie jaj!”. Miałem iPoda, a na nim jeszcze niedopracowany numer „Think about Tomorrow”. Zacząłem to śpiewać, a oni się dołączyli, rapując, było to niesamowite uczucie, że komuś, kto mnie nie zna, to, co robię, się spodobało.

Czego zatem oprócz sukcesu za granicą, za który wszyscy trzymamy kciuki, Ci życzyć?

Zdrowia!  Wiem, że to może banalne, ale sam się przekonałem, gdy miałem problem ze strunami głosowymi, jak jest bardzo potrzebne do tego, żeby działać. Wszystko inne samo przyjdzie.

Tego Ci życzymy i powodzenia na przyszłość.

Posted on Marzec 24, 2013, in płyta: 2015 Oddycham, Wiadomości, Wywiady and tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: