Wywiad dla Plastra Łódzkiego

Poniższy tekst pochodzi ze strony www.plasterlodzki.pl a właścicielem praw autorskich do artykułu są opiekunowie portalu. Autor: Agnieszka Malinowska.

 

Kamil, miałam okazję być na dwóch Twoich koncertach i na każdym masz w sobie niesamowitą energię- skaczesz, biegasz, klaszczesz, a na dodatek przekazujesz ludziom tyle pozytywnych uczuć! Zastanawia mnie, skąd Ty w sobie masz tyle siły i tyle pozytywnych emocji, żeby przekazywać je dalej?

– Czasami sam się zastanawiam jak to jest, że pomimo tylu kilometrów – dzisiaj też zrobiliśmy ich ponad trzysta – wychodzisz zmęczony, bolą plecy i w ogóle, a mimo tego dajesz radę… Zawsze staram się zagrać koncert na 100% swoich możliwości, aby ludzie, którzy na niego przychodzą byli zadowoleni, na chwile się zatrzymali, pomyśleli i zaczerpnęli odrobinę pozytywnych wibracji. Ta naturalna wymiana energii jest podstawą każdego udanego koncertu i działa trochę na zasadzie ping ponga. Wysyłasz słuchaczom dawkę dobrej energii i ona praktycznie natychmiast do ciebie wraca. Kiedy widzę, że ludzie coraz bardziej się nakręcają, to ja również funkcjonuję na coraz większych obrotach. Tak właśnie to działa…

Właśnie, bo oglądając czy czytając wywiady z Tobą, można odnieść wrażenie, że jesteś bardzo pozytywnym człowiekiem – powiedziałabym, że wręcz optymistą. Co w takim razie doradziłbyś osobom, które niezbyt jasno patrzą w przyszłość? No, na przykład takiej pesymistce jak ja (śmiech)?

– Nie widać tego w Twoich oczach… (śmiech). Ja też kiedyś byłem sporym pesymistą, ale odkąd poznałem muzykę reggae, nauczyłem się doceniać małe rzeczy i cieszyć nimi. Kiedy szanujemy to, co mamy wokół siebie, swój najbliższy świat, a potem małymi krokami zdobywamy kolejne cele, to na końcu zupełnie inaczej smakują owoce, niż gdybyśmy od razu dostali wszystko z góry. Osobiście nigdy nie spodziewałem się, iż będę miał okazję grać takie ilości koncertów, mieć tylu fanów i że zjawisko „Bednarek” wybuchnie aż na taką skalę. Jednak zawsze, gdzieś tam w środku wierzyłem, że może coś mi z tą muzyką kiedyś wyjdzie, ale powolutku, małymi krokami. Aż tu nagle nastąpił buuum i się udało! Trzeba wierzyć w siebie, ale nie popadać przy tym w skrajności, bowiem wiara w połączeniu z pokorą może przynieść naprawdę wymierne efekty.

W listopadzie wydałeś z zespołem płytę „Jestem”- nową, bo sygnowaną Twoim nazwiskiem. W Polsce płyta spotkała się z genialnym przyjęciem- nie ukrywajmy kochają Cię miliony Polaków…

– To miłe, ale szczerze mówiąc nawet nie czytałem tych wszystkich opinii. W sumie ostatnio bardzo sporadycznie zaglądam do internetu…

Może to dobrze, oszczędzasz sobie niepotrzebnych stresów?

– Jest w tym jakaś racja… Za dużo stresów nie niesie ze sobą niczego dobrego…

Dobrze, tak jak mówiłam – w Polsce odnosisz same sukcesy – nie myślałeś o tym, żeby swoją karierę przenieść gdzieś dalej, poza granice naszego kraju?

– Pewnie, że bym chciał. Nie miałbym wówczas takiej „przypinki Bednarka”, czyli etykietki tych wszystkich programów telewizyjnych, etc. Po prostu przyszedłbym do nich z czystą muzyką, z tym, co najbardziej kocham.

Czyli jakieś plany na najbliższą przyszłość z tym związane już są?

– Mam jakieś swoje plany, ale dopiero jak wszystko się uda i pewne rzeczy się potwierdzą, to będę mógł cokolwiek o nich powiedzieć. Nie lubię rzucać słów na wiatr, ani uprzedzać nadchodzących wydarzeń. Czas pokaże, co z moich zamierzeń okaże się realne…

Powiedz mi Kamil jeszcze, bo zastanawiam się nad jedną kwestią. Obecnie sukces w Polsce jest mierzony tym, ile razy artysta pojawi się na tzw. ściankach czy tym, ile kontrowersyjnych wpisów pojawi się na plotkarskich portalach. Przejrzałam trochę takich stron w poszukiwaniu informacji o Tobie i… nie znalazłam żadnego takiego wpisu na Twój temat…

– Uspokoiłaś mnie trochę! (śmiech) Już myślałem, że tam jest niezła jazda na mój temat.

No właśnie, nic strasznego tam nie było! Znalazłam tylko wzmianki o Twoim udziale w programach tj. „Mam talent” czy „Bitwa na głosy”. Jak więc w takim kraju jak Polska udało Ci się zrobić karierę bez tego negatywnego szumu wokół siebie?

– Wow… Wiesz co? To też jest zasługa moich managerów, którzy tak naprawdę są moimi braćmi i przez cały czas pomagali mi pozostać sobą. Ponadto swój pozytywny udział mają moi przyjaciele. Dzięki nim zawsze, kiedy wracam do domu, nie zapominam o tym, kim jestem. Oprócz tego myślę, że w dużym stopniu pomógł mi również fakt, iż nie mieszkam w Warszawie, ani innym dużym mieście, gdzie nieustannie odbywa się klasyczny wyścig szczurów. Na każdym kroku musiałbym wystrzegać się natrętów, którzy by za mną biegali i z ukrycia robili zdjęcia. Bardzo cenię swoją prywatność i nie toleruję jak ktoś z butami próbuje wchodzić w moje życie. Jestem zadowolony, że – póki co – udało mi się uniknąć wielu pułapek związanych z polskim show-businessem.

Niestety, niektóre media słyną z tego, że szukają sensacji.

– Dokładnie. Dlatego raz jeszcze powtórzę, że cieszę się, iż nie mieszkam w wielkim mieście, co w dużym stopniu pomogło mi nie zwariować. Nie lubię dużych aglomeracji, za to cenię spokój, ciszę… Tak naprawdę najbardziej skupiłem się na muzyce i na tym, żeby docierać ze swoimi koncertami do ludzi, a nie na jakiś wybrykach czy dostarczaniu pożywki dla poszukiwaczy tanich sensacji. W szczególności zależy mi na tym, by inni mogli czerpać ze mnie jakieś inspiracje i zauważyli, że można nie mieć nic, a nagle w przeciągu jednego roku zrealizować mnóstwo marzeń. Osobiście spełniłem już swoje życiowe pragnienie, jakim był wyjazd na Jamajkę. Jednak mam jeszcze kilka ukrytych marzeń i mocno wierzę, że również one doczekają się realizacji…

Masz rację, ale ciężko się przestawić od razu na takie pozytywne myślenie (śmiech).

– Ciężko, bo realia i czasy, w jakich żyjemy zmuszają nas do pesymizmu i obniżają poziom wiary w siebie. Sądzę, że zawsze należy mieć jakąś iskierkę nadziei, bo przecież w życiu wszystko może się zdarzyć. Gdyby ktoś trzy lata temu powiedział mi, że będę tu czy tam, to nie potraktowałbym tych słów poważnie, a jednak rzeczywistość potrafiła mnie sympatycznie zaskoczyć…

No właśnie, a nie przeszkadza Ci to, że jesteś cały czas w rozjazdach? Jesteś przecież młodym człowiekiem, a nie masz zupełnie czasu na życie prywatne…

– Niewątpliwie trochę przeszkadza… Jednak z drugiej strony, jak siedzę w domu to nie potrafię ustać przez chwilę w miejscu. Ciągle poszukuję czegoś nowego, ciągnie mnie do ludzi. Kocham, kiedy wokół mnie pojawia się wiele osób, bo stanowczo nie lubię być sam. Wyjątkiem są sytuacje, kiedy muszę coś ważnego przemyśleć, napisać nowe teksty czy różne sprawy poukładać sobie w głowie, to wtedy wolę to robić w odosobnieniu. Czasami trzeba w spokoju naładować swoje akumulatorki. Dzisiaj na przykład wracam od babci i czuję się odpowiednio wyciszony i naładowany pozytywną energią. Nie ma to jak u babci… (śmiech)

Na koniec powiedz, czego można Ci życzyć?

– Zdrowia i energii – tej dobrej – żebym nigdy jej nie stracił. Myślę, że to jest moje najistotniejsze życzenie. Ja już raz otarłem się o wizję zakończenia swojej przygody ze śpiewaniem, bo miałem polipa na strunie głosowej, którego musiałem pilnie operować. Wówczas na własnej skórze przekonałem się, że zdrowie jest w tym wszystkim najważniejsze, bo bez tego niczego nie zrobimy. A tyle wyjątkowych i ciekawych wyzwań przed nami…

Kamil w takim razie tego wszystkiego Ci życzę i dziękuję, że znalazłeś dla mnie trochę czasu.

– A ja Ci życzę więcej optymizmu i radości, która pomoże Ci go w sobie odnaleźć. Dzięki!

Advertisements

Posted on Lipiec 26, 2013, in Wywiady and tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: