„Wiwat ludzie, szacunek, muzyka!” rozmowa dla portalu Legalna Kultura

Poniższy tekst pochodzi ze strony www.legalnakultura.pl a właścicielem praw autorskich do artykułu są opiekunowie portalu. Autor: Anita Banita Bartosik.

 

Kamil, muszę Cie zapytać, czego słuchała Twoja mama będąc z Tobą w ciąży? Masz bardzo dojrzały wokal, roznosi Cię energia…

Niezłe pytanie, pierwsze o co zapytam mamę kiedy wrócę do domu, to nie, jak zwykle: Co jest na obiad? Tylko: Mamuś, czego ty słuchałaś, jak byłem u ciebie w brzuchu? (śmiech) Pewnie mojego taty! Mój tata śpiewał przez pewien czas. Może gdzieś podświadomie chłonąłem to.

Poważnie pytam, coś musi być na rzeczy. A z dzieciństwa co pamiętasz?

Ja też mówię poważnie, bo sam jestem ciekaw. Nigdy takiego pytania nie dostałem. Moja mama też pewnie będzie zaskoczona. A z dzieciństwa znam anegdotę, że jak rodzice uczyli mnie chodzić, to nazwali mnie… Gumisiem! Bo ja nie chodziłem, tylko skakałem, podskakiwałem podrygiwałem. I chyba mi tak zostało do dziś, to widać zwłaszcza na scenie. Śmialiśmy się z mamą bo miałem takie specjalne szelki i tata jak mnie na nich trzymał, to dostawiał mi swoje stopy pokazując jak mam iść, nie pomagało, wolałem skakać (śmiech)!

Może już wtedy miałeś w głowie pozytywną muzykę! Wiesz, że to pójdzie teraz w Polskę, żaden MaccaBraa, tylko…

Gumiś! (śmiech)

W Twoim głosie jest głębia, w muzyce słychać szerokie spectrum od Richiego Heavensa, przez Bakszysz, Zion Train, Deszczu Strugi, Kaliber, wszystko tu jest! Co Cię inspirowało? Czego słuchasz najchętniej?

Jak miałem 16 lat i zaczynałem poznawać muzykę reggae, to bardzo dużo słuchałem Gentlemana. To jest postać, która mocno mnie zainspirowała do melodyjnego śpiewania. Zanim zrozumiałem Boba Marleya, musiałem się dowiedzieć paru rzeczy i o paru ważnych wydarzeniach w muzyce reggae. Dopiero kiedy poznałem genezę, kolebkę i całą kulturę związaną z tą muzyką, zrozumiałem ją i jeszcze bardziej mi się to spodobało. Reggae to muzyka, która ma w sobie mnóstwo dobrych wartości i każdy kto jest w środku na tyle odważny i ma siłę, żeby pokazywać te wartości innym, prędzej czy później zakotwiczy w tym gatunku. Reggae dodaje odwagi, wiary, energii. Mając 15 lat bardzo tego potrzebowałem, bo kiedyś słuchałem dużo hip hopu, funku, różnej muzyki, która po prostu była dobrze zrobiona, ale nie miałem jednego gatunku, który byłby mi najbliższy. Kiedy poznałem reggae, od razu zacząłem inaczej myśleć, dostałem mnóstwo pozytywnej energii! Muzyka reggae nie motywuje do tego, by walczyć ze sobą, tylko walczyć ze słabościami, walczyć z tym, co jest dookoła złe. I tu nie chodzi o ludzi, bo każdy może być dobry, jeśli tylko chce. Wokół jest dużo pozytywnych wartości, tylko ludzie są stłumieni tym, co się dzieje dookoła. Sam miałem kiedyś w sobie dużo złych emocji, bo byłem tego nauczony np. oceniania innych, mimo że kogoś nie znałem. Dopóki sam nie zostałem oceniony i okazało się, że to nie jest fajne. Nigdy już tak nie zrobię. Reggae i to co mnie spotkało, kiedy popłynąłem nurtem tej muzyki, to przyśpieszony kurs dojrzewania. Kiedy stoję na scenie i widzę ludzi przed sobą, ludzi, którzy potrzebują tej dobrej energii, i widzę, że słuchają, czuję się potrzebny. Niech z tego tysiąca ludzi będzie jedna osoba, która naprawdę zrozumie o czym śpiewam, której to pomoże, to ja już będę szczęśliwy. Mi pomogła ta muzyka i chcę pomagać tą muzyką. W wieku 19 lat spełniłem swoje życiowe marzenie. Był to wyjazd na Jamajkę. W momencie boomu wokół mnie, kiedy wszystko zaczęło się dziać strasznie szybko, nie wiedziałem za bardzo o co chodzi, nagle przyszło życiowe marzenie i tym bardziej upewniło mnie w przeświadczeniu, że nie ma rzeczy niemożliwych. Jeżeli ktoś mi powie, że są przypadki, albo, że coś się nie uda… Naprawdę, jeśli człowiek myślami coś bardzo przyciąga, bardzo tego chce, to wystarczy wysłać impuls w kosmos, on sobie gdzieś tam pokrąży i w końcu w odpowiednim momencie dostaniemy to, czego oczekiwaliśmy. Do mnie wróciło. Mam nadzieję, że jeżeli tego słuchacie – wszystkie leniuchy, którzy myślicie, że Wam się coś nie uda – przyjdźcie na koncert, ja Wam wytłumaczę, że się uda. Wszystko zależy od samego człowieka i jego podejścia do życia. I też jest ważne to, jak się współżyje z innymi ludźmi. Jeżeli ktoś wie, że całą siłą i energią, którą ma w sobie są bliscy i ludzie, których może darzyć zaufaniem, to oni jeszcze bardziej swoją energią pomogą mu zdobyć to, o czym marzy, o co zabiega. Wsparcie ludzi, ich energia, mają niesamowitą moc!

Wszystko to, co powiedziałeś wiąże się z „Jestem”. Napisałeś tu, że „bycie sobą jest ostatnią nadzieją”, ale też nawiązałeś do muzyki wspominając, że słuchałeś hip hopu. Dla mnie ten numer, może też przez zaproszonego tu Funky Filona, to w sumie hołd, który złożyłeś tej muzyce.

Ja bardzo lubię bity hip hopowe. To też jest dobra muzyka. Jeżeli ktoś naprawdę potrafi przekazać wartości to ta muzyka jak najbardziej trafi do drugiego człowieka, poniesie je. Ja w pewnym momencie za bardzo zagłębiłem się i złapałem jakiś zły prąd tej muzyki, na chwilę odpocząłem i znowu się stęskniłem za nią. Chciałbym ją połączyć z muzyką reggae bo rap też się wywodzi z reggae. Te pierwsze akcje, old schoolowe, mają korzenie reggae. Dlatego te dwa gatunki bardzo dobrze ze sobą współpracują. Z moim przyjacielem Staffem, pozdrawiam, to też mega bomba energetyczna, wzajemnie się nakręcamy, na pewno coś wspólnie zrobimy. Kiedy jeszcze  nie byłem znany, mieliśmy taki skład, który łączył reggae i hip hop. Graliśmy w naszym mieście i okolicach. Stworzyliśmy piosenkę „Kiedy słyszę ten bit”, tak na maksa na spontanie i kiedy nasi znajomi to usłyszeli nakręcili nas, że to fajne. Mówię, Staff, to robimy coś jeszcze! On też ma na imię Kamil. Dwóch Kamilów się spotkało i zaczęliśmy coś tam szkodzić. I tak się spotykaliśmy, graliśmy aż przyszedł moment, w którym musiałem stanąć naprzeciwko wyzwaniu, mega ważnej misji. I wtedy na chwilę nasze drogi się rozeszły i kiedy właściwie po dwóch latach mieliśmy zamiar nagrać „Jestem”, nasze drogi się znowu zeszły, zaczęliśmy się więcej spotykać, gadać o muzie i w ogóle odnowiliśmy kontakt. Ja też sobie wtedy w głowie wszystko poukładałem i zaczęliśmy znowu tworzyć wspólnie. Mam nadzieję, że w przyszłości, jeżeli tylko nam czas pozwoli, nagramy właśnie razem taki krążek, na którym będzie tylko Staff i ja i będzie to właśnie połączenie tylko tych dwóch gatunków: hip hop/rap z reggae. Może jeszcze funku trochę dołożymy. Funk też bardzo lubię. Nabroimy coś tymi dźwiękami.

W jednym i w drugim gatunku przekaz jest mega ważny. Skoro wspomniałeś o old schoolu, zdradź na czym się wychowałeś, czego słuchałeś, ze starej jamajskiej szkoły i czego z hip hopu/rapu?

Studio One! Lata 70. Strasznie lubię te dźwięki. Freddie McGregor. Jak wtedy byłem na Jamajce, to właśnie słuchałem tych piosenek, może chciałem się jeszcze podkręcić tym klimatem. Kiedy  weszliśmy do studia Tuff Gong, to cały czas miałem te dźwięki w głowie, a przede wszystkim to, że kiedyś Bobby stał przed tym mikrofonem i śpiewał. Dla mnie to nie jest tylko idol, ikona muzyki reggae, dla mnie to mentor. Wojtek Wojda i Bob Marley. Bob przede wszystkim, bo to co robił swoja muzyką i sposób w jaki działał, a działał mega naturalnie, był sobą i to jest najpiękniejsze, że on wszystko robił dla ludzi i po prostu kochał grać. Jak na niego patrzę, to żałuję, że go nigdy nie poznam. Czasami włączę sobie jego koncert z Santa Barbary i żałuję, że go już nie ma. Jest mi trochę smutno, ale wiem, że muszę kontynuować to co on zaczął. Może kiedyś ktoś będzie patrzył na mnie, nawet jeśli mnie już nie będzie i może kogoś zainspiruję, żeby mógł kontynuować ten nurt. Moja muzyka nie jest takim czystym reggae jakie wykonywał Marley, ale sercem jestem cały czas z nim, z jego muzyką. I tego się będę trzymał.

Z repertuaru Marleya na swoją płytę wybrałeś „Could You Be Loved” – dlaczego ten utwór?

„Could You Be Loved” powstało do książki o Bobie Marleyu pt. „Nieopowiedziana historia króla reggae” z płytą „Tribute to Bob Marley”. Autor polskiego pochodzenia, Chris Salewicz, poprosił mnie o nagranie jednej, ulubionej piosenki. A że gramy ten utwór na koncertach, wybór był prosty. Płyta została dołączona do książki. Wolę go grać na koncertach niż nagrywać w studio, bo Bobby go tak zaśpiewał, że nie ma co zbierać – nie lubię robić niczego szybko, a wtedy pamiętam byłem po czterech koncertach i kiedy wróciliśmy w poniedziałek trzeba było stawić czoła wyzwaniu i zarejestrować ten utwór. Mimo, że nie jestem zadowolony z tego jak zaśpiewałem, wciąż bardzo lubię wykonywać ten kawałek na koncertach. Ma niesamowity tekst, energię i groove. I ludzie go znają! Jeżeli chcecie poznać lepszą wersję, zapraszam na koncerty.

A hip hop? Kogo słuchałeś?

Paktofoniki oczywiście! Stary skład mocno mnie nakręcał. Lubiłem GrubSona słuchać. Też fajny artysta. Bardzo lubię jego koncerty. Dużo energii wkłada w to i widać, że kocha muzykę. Ceniłem teksty Nasa, słuchałem Tupaca, DMX. To są postacie, które mnie mocno inspirowały. I wielu innych zagranicznych wykonawców. Teraz już w ogóle mało słucham muzyki. Nie chcę się inspirować za bardzo. Wolę wyczyścić swój umysł. Grać swoje dźwięki. Jak mi ktoś powie: ty to jest podobne do tego, czy tamtego – czasami ktoś ma jakieś skojarzenia – to wtedy słucham i mówię szczerze: może troszeczkę, ale nie jest takie samo (śmiech). Wolę mieć swoje dźwięki w głowie. Szukam inspiracji w sobie.

Przesiąkamy tym czego słuchamy choćby w dzieciństwie, zostają w nas harmonie, melodie, w podświadomości… Mi się tak skojarzył numer „Światu brakuje troski” z „Listem do M.” Dżemu. Zaśpiewałeś go z Gutkiem, który wychował się na bluesie zanim Piotr Banach wkręcił Go w reggae, w Indios Bravos. To mógłby być utwór na akcje charytatywne. Co ci leżało na sercu jak go pisałeś?

Pamiętam, że był taki strasznie ponury dzień, pod wieczór, padał deszcz, zaczęło się robić ciemno i byłem sam w domu, a nie lubię kiedy nie ma wokół mnie ludzi. Są jednak takie chwile kiedy bywam sam i wtedy przychodzą myśli bardziej refleksyjne. Mogę wyrazić to, co mam w środku i nie jestem niczym rozkojarzony. Zazwyczaj się śmieję, często wygłupiam. Ale czasami trzeba pooddychać powietrzem, które jest zupełnie moje. Gdzie nie ma nikogo, gdzie mam swoją ciszę. Ten tekst jest mi strasznie bliski, a dzięki temu że Gutek ze mną zaśpiewał, spełniłem swoje marzenie. Bo marzyłem żeby z nim zaśpiewać. Dla mnie zawsze był postacią bardzo szczerą w tym co robi. Maestro Gutek, zawsze będę się kłaniał nisko. To jest człowiek skromny, szczery, otwarty, nakręcający. Nauczył mnie, że warto być otwartym. A co do akcji charytatywnych… Najgorsze, że doba ma tylko 24 godziny, a ja jestem tylko jeden. Nie mogę z siebie zrobić ksero, żebym mógł grać wszędzie dla ludzi potrzebujących. Chociaż nie wiem, czy to by było dobre, taka armia Bednarków?! Staramy się jak najczęściej brać udział w takich akcjach i kiedy tylko możemy, to gramy takie koncerty. Ostatnio w Opolu w klubie Kuby Błaszczykowskiego. To jest fajne. Jeżeli człowiek czuje się komuś potrzebny i tym co robi, co kocha robić, pomaga innym, to to jest czysta przyjemność! Jeżeli tak mógłby wyglądać egoizm, to chciałbym być egoistą.

„Keep on Trying” mogłoby być Twoim credo i to jest coś, czego mógłbyś uczyć innych bo sam jesteś najlepszym tego przykładem. Patrząc z dystansu, myśląc, że mogłoby się wydarzyć coś innego, sądzisz, że tak czy owak, dotarłbyś do tego miejsca, w którym jesteś dziś?

Trudno teraz o tej sytuacji gdybać, bo te trzy lata były bardzo dynamiczne. Dużo się działo. Czułem w środku, że której z tych dróg bym nie wybrał i ile by tych kłód i przeszkód miała i tak by mnie doprowadziła do tej głównej, którą jest muzyka. To jest moja autostrada całego życia i ja będę nią cały czas jechał. To nie jest łatwa droga, bo prywatność, którą straciłem i czas, który teraz zamiast być w domu spędzam gdzie indziej, nauczył mnie tego, że to jest właśnie jedna z największych przeszkód, ta tęsknota za domem, za bliskimi. Ale poza tym, raczej nie ma nic takiego, co by mnie mogło zatrzymać. Nawet kiedy miałem wypadek, tak chciałem do tego Poznania dojechać, że ocierając się o śmierć wyobrażałem sobie na scenie inne zespoły wykonujące moje piosenki. A ja w szpitalnym kaftaniku bujałem się i myślałem, ale fajnie grają. Wszystko zależy od samego nastawienia człowieka. Na przykład na początku ciężko było mi się przestawić, że ktoś mnie krytykuje bezpodstawnie. Przejmowałem się, bo to było nowe. Co oni tu piszą, jak to, dlaczego ktoś mnie ocenia kiedy jest w ogóle zupełnie inaczej. Dużo ludzi nie wie jak wcześniej żyłem, wielu ocenia mnie przez opinię innych. To było trudne. Teraz ta droga się coraz bardziej klaruje. Staje się bardziej czysta i tak jak u nas w Polsce było kiedyś dużo dziur, teraz jest coraz lepiej i ja nią będę jeździł. Cały czas będę gdzieś tam do przodu mknął. Z moją załogą, z ludźmi. Mamy cały szalony autobus. Pozdrawiam zespół i wszystkich, którzy ze mną pracują. Pewnie gdyby nie oni, to zatrzymałbym się. Dał sobie na luz, zjechał i po prostu to zostawił, a mam cały bak energii, więc będę jechał do końca.

Bardzo mnie cieszy to co mówisz bo to znaczy, że jednak wbrew tytułowi jednej z piosenek na „Jestem…” nie uciekniesz stąd.  Zdradź proszę, czy „zatrute powietrze”, o którym śpiewasz, to właśnie metafora złej energii, plotkarstwa, agresji?

Jeżeli chodzi o piosenkę „Chodź, ucieknijmy stąd”, to jest bardzo intymna piosenka. Napisałem ją przed samym nagraniem. Został nam jeden podkład i ja do niego nie miałem tekstu. Mieliśmy już jechać do domu, ale Maciek mówi: Ty nie dasz rady? A jak mi ktoś tak mówi, to od razu wiem, że dam. Oczywiście, że dam radę! I się podkręcam. Napisałem tekst bardziej o życiu prywatnym. I tłumaczenie sobie podaruję. Wybaczcie, ale jest to osobista piosenka. „Zatrute powietrze” to zupełnie coś innego. Ale myślę, że każdy w tym tekście znajdzie coś dla siebie. Zatrutym powietrzem mogą być różne sytuacje, mogą być ludzie, którzy starają się przeszkodzić w dążeniu do szczęścia. W moim przypadku było troszeczkę inaczej, ale teraz tego powietrza już nie mam, oddycham całkiem dobrze. Każdy kto przeżył trochę miłości, znajdzie tu fragment dla siebie.

Skoro już jesteśmy przy utworach bardziej osobistych – słuchając „Dla ciebie” pojawia się pytanie , czy Ty jesteś kochliwy, czy jesteś stały w uczuciach?

Ja ogólnie jestem wrażliwym człowiekiem. Uwielbiam dobrą energię ludzi i bardzo szybko się przywiązuję. Nie lubię tracić ludzi, nie lubię jak ktoś mnie zawodzi. Ale szybko zapominam kiedy ktoś mnie skrzywdzi, bo wierzę, że każdy popełnia błędy, czasami nieświadomie. Nigdy nie można od drugiego człowieka oczekiwać tego, że będzie idealny. Dlatego staram się skupiać na sobie. Usłyszałem taki bardzo mądry tekst: „pamiętaj, nie bądź lepszy od innych, bądź lepszy od siebie wczorajszego” – jak zacząłem tego przestrzegać, to w ogóle problemów mi ubyło. Ogólnie – jeśli coś leży mi na serduchu, to nie lubię tego ukrywać, tylko mówię wprost. Tak powinno być. Nie wolno chować w sobie emocji, bo one narastają, a potem, w najmniej odpowiednim momencie, wybuchają jak wulkan. I się tego żałuje. To jest zupełnie niepotrzebne. A „Dla ciebie” napisałem mając 17 lat, przeżywając pierwszą miłość. Klaudia, pozdrawiam (śmiech). To była spontaniczna sytuacja. Siedzieliśmy razem, byłem w dobrym nastroju i tak sobie zagrałem. Zostawiłem tę piosenkę w szufladzie, tak samo jak „Ciszę”, którą napisałem trzy lata temu, a drugą zwrotkę tuż przed nagraniem. Miałem taki refleksyjny okres w swoim życiu, dużo takich myśli, chciałem coś pozmieniać, zrobić kolejny krok w tym co robię i w rozwijać się jako człowiek. Nagraliśmy to teraz i to jest fajny akcent z powrotu do tych młodzieńczych lat, tej wibracji, niezależności, nieświadomości dojrzałego życia. Powrót do okresu, kiedy się jeszcze żyło od weekendu do weekendu, żeby tylko ta szkoła się skończyła i już można gnać spotkać się ze znajomymi. Beztroska, dlatego bardzo chciałem nagrać ten utwór.

Dobrze, że powiedziałeś o rozwoju, bo w tym tekście właściwie wymieniasz jedną cechę –  dziewczyna ma ładną buzię. Powiedz jaki typ kobiety lubisz dziś, co cenisz w kobietach?

Oczywiście! Jaki typ kobiety lubi Kamil? Nie mogę Wam powiedzieć (śmiech). Słuchajcie, to jest moja tajemnica. To jest już takie moje totalnie, na kluczyk zamknięte. To jest chyba naturalne, że każda osoba na tym świecie, która chce kochać, przede wszystkim też musi akceptować siebie. Kochać i być gotowym na to, że w miłości trzeba działać razem. Że nie można myśleć tylko o sobie. Każdy kto chce pokochać, będzie szukać osoby, która będzie odwzajemniać to uczucie. To się musi czuć przede wszystkim. Cenię szczerość, zaangażowanie. Nie warto bawić się w jakieś dziwne akcje typu: nie odezwę się dwa dni, to kogoś to zaintryguje. Jak to, to on się do mnie nie odezwał? I dziewczyna sama napisze. Tu nie powinno być żadnych gierek, żadnego aktorstwa. Owszem, każdy z nas jest aktorem, ale akurat w takich sprawach myślę, że jak swój trafi na swego, to jest to czysty freestyle! Cały czas wszystko jest na nowo, poznajemy się, razem docieramy. Szczerość to  podstawa, załoga! Chyba w każdej znajomości, czy to jest przyjaźń, czy kumpelstwo, czy miłość, powinno być podobnie. Jeżeli to będzie, to resztę można budować śmiało. Jaka by to nie była wysokość budynku, wiadomo, miłość ma wiele poziomów, bo się buduje latami, jeżeli jest mocny fundament, to śmiało! Budujemy!
Jak już jesteś przy aktorstwie, to może chociaż wymienisz aktorki, typ, które lubisz i za co?
Mam słabą pamięć do nazwisk. Lubię aktorki, które są naturalne. Kobiety, które mają to coś, naturalny urok. Nie są zmienione przez operacje, przez show business. Uwielbiam naturalność. Trudno mi teraz kogoś wymienić, bo jakoś nie zwracam na to uwagi. Jak oglądam film to pewnie mogłabyś zobaczyć moją reakcję w stylu: Wow! Ale fajna! Ale jak wrócę do domu to przeszperam wszystkie filmy, które lubię i dokleimy nazwiska do wywiadu (śmiech).

Pytam też dlatego, że zapraszasz do duetów głównie facetów – mamy tu Gutka, Staffa, Funky Filona, nie myślałeś nigdy żeby zaprosić jakąś dziewczynę?

A propos moich featuringów, rzeczywiście na płycie goszczę samych facetów. To postacie, które bardzo chciałem poznać, z którymi chciałem nagrać coś wspólnego. Jeśli chodzi o kobiety, to doszły mnie słuchy ostatnio, że z niejaką Rihanną chodzę, w pewnej gazecie przeczytałem (śmiech) więc pomyślałem, że może z nią coś nagram, ale nie mogę sobie przypomnieć, żałuje bardzo, kiedy ja ją poznałem (śmiech)?! Wesoło bardzo. A tak serio, jeśli chodzi o kobiety, to bardzo chciałbym nagrać kiedyś duet z moją siostrą. To będzie pierwszy kawałek przeze mnie stworzony dla niej, tak mi się wydaje, w którym chciałbym ją usłyszeć z moim wokalem. Ale już kiedyś kombinowałem. Z Cleo nagraliśmy jeden kawałek, też bardzo sympatyczna postać. Pozdrawiam Cleo, Donatana. A dalej, zobaczymy. Ja nie wierzę w przypadki. Jeśli ktoś kiedyś tam z góry wymyśli sobie, że mam nagrać duet z jakąś kobietą, to tak się stanie. Na razie najwidoczniej potrzebowałem męskich wokali, by spełnić parę marzeń, bo inspirowałem się tymi postaciami i fajnie było z nimi coś stworzyć. Dawid Portasz, Staff, Gutek, pozdrawiam. Gutek nakręcił mnie na maksa na granie, nagle nagrywamy wspólnie kawałek, wykonujemy go razem na koncertach i człowiek się wtedy czuje spełniony. A jak się człowiek czuje spełniony, to się czuje szczęśliwy. I właśnie o to chodzi. Pasja!

Można wiele rzeczy robić w życiu z pasją. Kochać też. Jaki film, jak to ładnie powiedziałeś, o freestyle’u w miłości, poruszył Cię do głębi?

„Requiem dla snu” Darrena Aronofsky’ego. Ciężki klimat, poruszył mnie bardzo.

A jakie kino lubisz najbardziej?

Komedie przede wszystkim! Ale też filmy przygodowe, fantasy, w którym są czary! Jeśli są czary, piękne widoki, zamki, to super! Zawsze lubiłem zamki. Jak jest dużo natury. Nie ma bloków, nie ma współczesności. Lubię takie filmy, gdzie aktorzy się przebierają, akcja dzieje się ileś tam set lat wstecz. To jest dla mnie fajne.

Czyli lubisz też kino kostiumowe?

Bardzo. Ostatnio oglądaliśmy z Wojtkiem Wojdą „Amadeusza” Milosa Formana. Świetny film. Wojtek mi mówił, musisz to zobaczyć, musisz to obejrzeć. Nie wiedziałem o co mu chodzi, dopiero potem się śmialiśmy, że mam dużo takich samych cech jak Mozart. Wojtek się ze mnie śmiał cały czas. A kino kostiumowe fajnie porusza wyobraźnię.

A pamiętasz jakieś filmy z dzieciństwa, do których wracasz?

Zawsze lubiłem przygody Herkulesa i jego przyjaciela Jolaosa. „Power Rangers” oglądałem jak miałem sześć lat. Z tych młodszych lat mam sentyment do „Władcy pierścieni”, właśnie przez te widoki, krajobrazy, to wszystko co tam się działo z nutką fantazji. Fajnym serialem był też „Merlin”. Jakoś tak mnie kręcą czary.

Z aktorów cenisz kogoś szczególnie?

Ostatnio coraz bardziej mi imponuje Leonardo DiCaprio. Widać, że się mega rozwinął. On jest często krytykowany i porównywany z rolą w „Titanicu”, wiadomo. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że każdy się rozwija i w pewnym momencie wchodzi na wyższy poziom. A Leonardo pokazał to ostatnimi czasy, czy to u Tarantino w „Django”, czy u Scorsese w „Wilku z Wall Street”, tym samym wszedł do pierwszej ligi. Master, fajnie! Bardzo lubię Ashtona Kutchera może dlatego, że lubię komedie. Adam Sandler, to znakomity aktor komediowy. Z polskich aktorów cenię Cezarego Pazurę. Cezary, pozdrawiam! W tych starych polskich filmach np.: „Chłopaki nie płaczą” – mistrz! Ale mam też sentyment do „Misia” i kina z lat 70. To było fajne aktorstwo, stara gwardia. Teraz mi się wydaje, że to wszystko jest  kopiowane z zagranicy, a wtedy było takie nasze, polskie. Pozdrawiam wszystkich aktorów starej gwardii! To było bardzo dobre kino.

A Smarzowski? Współczesne kino polskie?

A tak!„Wesele”, „Drogówka”! Rzeczywiście bardzo zdolny reżyser. Teraz znów narobił trochę szumu. Jeszcze nie obejrzałem „Pod mocnym aniołem”. Fajne kino, bo prawdziwe i dlatego się chyba ludziom podoba. Brakuje tego. Teraz jest dużo cukierkowych akcji, filmów w stylu ”byłam mądra, jestem głupia”, „kocham cię, wróć do mnie”. A tutaj pokazane są nasze realia. Ludziom to jest chyba potrzebne. Poszerza świadomość. Fajnie też, jeśli młodzi ludzie mogą zobaczyć jak różne sytuacje się kończą, jak można zmienić swoje życie. To a propos tego filmu, którego jeszcze nie zdążyłem zobaczyć. Zwiastun zapowiada, że jest tak śmiesznie, śmiesznie, a z tego co słyszałem, jednak nie jest tak wesoło. Koniec końców jest dramacik w tej sytuacji. Nadrobię zaległości po trasie koncertowej, jak wrócę do domu.

Skoro lubisz komedie, to w wesołym nastroju zapytam o akcent „ska!” na płycie.

„Salute!”. Wiwat szacunek, wiwat radość, wiwat muzyka, salute, ska! Spontaniczna, prosta piosenka i już. To też jakoś tak na szybkości się wytworzyło w mojej głowie. Na szybkości w cudzysłowie oczywiście, przed nagraniem. Zrobiłem najpierw podkład, a potem ten podkład mi podpowiedział, co mam zaśpiewać (śmiech).

Zmieniając nastrój na serio – napisałeś, że masz takie miejsce, gdzie już nikt nigdy Cię nie oszuka. Od razu nasunęło mi się skojarzenie z Legalną kulturą. Dlaczego, Twoim zdaniem, warto wspierać Legalną Kulturę?

Dopóki nie wydałem pierwszej płyty tak na poważnie – z wytwórnią, nie wiedziałem jak to jest z promocją płyty, koncertami, nie zdawałem sobie sprawy jak wsparcie ludzi jest miłe i jak ważne dla artysty. Chodzi o szacunek do artysty, drugiego człowieka. I odwrotnie. To, że kawałek trwa np. 3 minuty, nie oznacza, że ten kawałek robiliśmy przez 3 minuty. To jest moc energii, masa wyrzeczeń, z dala od domu. Wiele godzin pracy, które budzą oczekiwania i nadzieję, że to trafi do ludzi. I jeżeli faktycznie trafi, uda się i ludzie kupią tę płytę, to ja uderzam wtedy głową w niebo i muszę chodzić w kasku w dniu premiery płyty, bo mam całe czoło potłuczone przez niebo z gwiazdami (śmiech)! To nie jest łatwy temat. Trzeba wziąć pod uwagę, że dla kogoś, kto bardzo mocno kocha muzykę, to nie jest nic nadzwyczajnego, to jest rzecz normalna, że z szacunku dla artysty idę i kupuję nową płytę. Zresztą oryginał zawsze brzmi lepiej, przekonajcie się o tym. Ale trzeba wziąć pod uwagę też to, żeby ta muzyka trafiała do ludzi, mimo tego, że piractwo jest powszechne. Jedna osoba tego nie zmieni. Jeżeli człowiek czuje wewnątrz, że potrzebuje tej płyty, będzie miał oryginał i któregoś dnia może artysta mu ją podpisze, to jest to bardzo miłe. Mi kiedyś płytę podpisał Gentleman –  skakałem przez cały dzień. Wtedy też zdałem sobie sprawę jak to jest fajne mieć oryginał i autograf z dedykacją od osoby, której słuchasz. To jest mega pamiątka. Zawsze mówię dziękuje, że mnie wspieracie bo to też, nam artystom, pomaga rozwijać się dalej. Dzięki temu, że ileś płyt się sprzedało, następną możemy już tworzyć spokojniej. I wiemy, że droga, którą szliśmy, była OK, że nie zawiedliśmy swoich fanów. Ja do piractwa nie podchodzę strasznie restrykcyjnie, nie mam bardzo złych emocji jeśli ktoś ściąga tę muzykę – może kogoś naprawdę nie stać na to, może nie kocha tak muzyki. Ale jeśli jest na koncercie, niekoniecznie ma tę płytę, ale zna tekst piosenki, i to do niego trafia, to ja już jestem szczęśliwy. Ja tego nie zmienię, nikt sam tego nie zmieni. Ludzie mogą to zmienić. Ludzie, którzy w pewnym momencie mogą sobie zdać sprawę, że ja pomagam komuś swoją muzyką, ktoś pomaga mi kupując ją, pomagamy sobie razem, to jest symbioza. W tym momencie wykorzystam wywiad dla Legalnej Kultury i podziękuję wszystkim, którzy wierzą, którzy wspierają mnie, będziemy grać dalej!

Historia zna takie jednostki, sam jesteś dobrym przykładem, że jeden człowiek może zmienić rzesze, ich tok myślenia. Choćby Mandela. W Legalnej jest cała plejada artystów, którzy się zjednoczyli i robią to, co Ty teraz zrobiłeś, czyli uświadamiają ludzi. Koncert, to też świetne miejsce na…

Na koncertach jest dla mnie ważna energia. To jaki poziom pojednania złapiemy. Chcę, żeby ludzie wiedzieli, że nas dzieli tylko wysokość sceny do parkietu. Nie chcę nikomu mówić, co ma robić, bo każdy musi czuć w sobie sam potrzebę kupienia płyty. Ważne żeby ktoś zrozumiał, co chciałem przekazać. Nawet jeśli słuchał którejś piosenki już z tysiąc razy, nagle przeżył coś, co spowodowało, że słuchając jej kolejny raz doznał olśnienia: wiem, o co chodzi! I odnalazł siebie w tym, to to jest dla mnie najcenniejsze. Koncerty są najważniejsze. Kontakt z człowiekiem. Atmosfera. Teraz staram się zrobić studio w domu, by nagrywać wokal mając przyjaciele wokół, domowy klimat, pierogi mamy – wtedy czuję luz psychiczny. Otwieram się trzy razy bardziej do śpiewania niż na koncertach A na koncertach jestem oszołomem! Jak widzę ludzi, to dawaj, jedziemy! Ładujemy energię. Nie lubię jak ktoś stoi nade mną w studio, mamy dwie godziny, jest ciśnienie, czuję presję i nie mogę się otworzyć. A chciałbym, żeby więcej emocji było w tym śpiewaniu na płytach. Potem będę musiał niestety to przenieść na koncert, co będzie trudne ale dam radę (śmiech)!

Rozmawiając o emocjach, o tym wszystkim co powiedziałeś, żeby w tym wszystkim znaleźć siebie, doszliśmy do „Ciszy” – mojej ulubionej piosenki i na pewno nie tylko mojej. I to w obu wersjach bo na „Suplemencie” też mi się podoba wersja akustyczna. Ładne zdanie tam napisałeś, że odnajdujemy się pomiędzy niebem a ziemią… To, że jesteś showmanem na scenie wiedzą wszyscy, a kim jesteś kiedy nie ma wokół ludzi, nikt Cię nie widzi?

Jestem taki sam! Właśnie dzięki temu, że ludzie dali mi taką szansę kiedy wyszedłem, byłem sobą i zaśpiewałem po swojemu. Czemu mam coś udawać, zmieniać? Dzięki nim jestem i zawsze chcę żeby oni byli. Żeby wiedzieli, że jeśli mam się zmienić, to na lepsze. Żeby byli ze mnie dumni. Może kiedyś uda mi się coś zrobić, powojować zagranicą. Chciałbym, żeby wiedzieli, że mają w Polsce lwa, który będzie dla nich grał i dla nich śpiewał i ich nakręcał cały czas. I nie mam zamiaru tego zmieniać. Ja się bardzo dużo nauczyłem. Wiele razy zawiodłem się na ludziach, może byłem naiwny, ale może dlatego, że bardzo lubię ludzi. Lubię rozmawiać z nimi, lubię kiedy ktoś podchodzi do mnie normalnie i pyta, co tam u ciebie, jak się czujesz? Mimo, że najpierw jest pytanie, czy zrobimy zdjęcie, to i tak ich lubię (śmiech). Pewnie też bym sam z sobą chciał mieć zdjęcie w takiej sytuacji, tzn. z osobą, której lubię słuchać, w którą wierzę. Fajne jest to, że są ludzie, przy których w ogóle nie odczuwam, że jestem znany itp. Nie lubię kiedy ktoś mnie przesadnie uwielbia, a przez chwilę tak miałem i to było strasznie krępujące, te piski itd. Na szczęście dziewczyny dojrzały, co nie dziewczyny (śmiech)? Już inaczej do tego podchodzą, wiedzą, że muzyka jest ważna, a nie to gdzie i jak wyglądam. Gdzie jestem. To jest też fajne, że ludzie dojrzewają ze mną, z moją muzyką. Cały czas im to powtarzam, pamiętajcie, jestem tutaj. Też mam pięć palców, też popełniam błędy, też czasami się zezłoszczę choć ostatnio mniej i to jest naturalne. Każdy robi to co kocha, a to, że dostałem taką misję i że jestem po prostu znany, nie zmienia faktu, że dalej jestem człowiekiem i szanuję innych ludzi, a to owocuje. Zawsze wychodzę do ludzi, robię z nimi zdjęcia, czasami śmieszne historie opowiadają, dostaję od nich prezenty. To jest fajne, czuję ich blisko i oni odwdzięczają się tym, że zawsze są. Czuję się silny dzięki nim, kiedy oni czekają i kiedy wychodzę wreszcie na scenę, to właśnie oni uwalniają te wszystkie endorfiny i to jest nie do opisania! Takie chwile są potrzebne bo na co dzień każdy z nas ma jakieś swoje problemy, trudno się rozwijać w tym kraju ale właśnie takie koncerty, momenty pozwalają się odciąć, zresetować głowę. I niech 10% tej energii ludzie wychodząc z mojego koncertu wyniosą na ulicę, niech to wprowadzą w obieg, to trochę więcej koloru będzie wokół nas. Energii! Czego Wam i sobie życzę z całego serca. Zapraszam na koncerty, załoga!

Rozmawiała: Anita Banita Bartosik

Posted on Kwiecień 23, 2014, in płyta: 2012 Jestem, Wywiady and tagged , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: