Archiwa blogu

Teledysk do utworu „List”

Opublikowany 26.05.2016

To czwarty po „Chwile Jak Te”, „Sailing” i „Euforii” obrazek do utworu z płyty „Oddycham” wydanej 29 maja 2015 nakładem Lou&Rocked Boys.

Utwór „List” wyróżnia się wśród pozostałych na płycie, ponieważ nie jest zbiorem wspomnień Kamila, a piosenką, którą jego ojciec napisał dla mamy kiedy byli bardzo młodzi.

Muzyka: Henryk Bednarek
Słowa: Henryk Bednarek
Produkcja: IMAGE PRO (http://www.imagepro.pl/)
Scenariusz: Michał Braum i Grzegorz Żurek
Reżyseria: Michał Braum
Zdjęcia: Adrian Kuciel
Oświetlenie: Bartek Gburek
Kostiumy: Hanka Podraza
Make-up: Lena Zięba, Agnieszka Adamczyk
Rekwizyty: Grzegorz Żurek
Kierownik planu: Natan Berkowicz
Asystent: Grzegorz Żurek
Casting: Agnieszka Więckowska
Występują: Marek Dmoch, Kamil Bednarek, Michał Siudek, Agnieszka Latała, Michał Braum, Andrzej Pietruszka, Maja Moj – Spanu, Anna Musiał Grabowska
Podziękowania: MAMA Resto Bar – Kazimierz (Plac Nowy), Sławomir Frankowski, Zdzisław Karpiński, Katarzyna & Dawid Ostręga, Patrycja i Krzysztof Łuczak, Jolanta Ponikiewicz.

Reklamy

Złota płyta dla „Oddycham…”! Reggaeland – Płock (11.07.2015)

Kamil Bednarek

Kamil Bednarek

 

Wywiad dla Metra

Nie jestem właścicielką praw autorskich do poniższego wywiadu.

Źródło: Metro.Gazeta.pl
Autor: Konrad Wojciechowski

 

Mówisz, że piosenki dzielą się na takie, które sam piszesz i które do ciebie same przychodzą. Jak to rozumieć?

– Jeśli dostaję propozycję napisania piosenki, siadam i skupiam się nad tematem, a w przypadku pracy nad nową płytą nie było żadnego ciśnienia. Pisałem te kawałki przez dwa lata. Bywało, że spotykałem się ze znajomymi podczas jakichś uroczystości, dopadałem klawisze i coś na nich brzdąkałem, podglądając kątem oka reakcje ludzi – czy się bujają, czy nie i jak ta muzyka na nich działa. Piosenek uzbierało się całkiem sporo, ale wybrałem tylko te, które byłem gotowy zaśpiewać.

Na płycie słychać wiele jamajskich dźwięków i głosów. Co spowodowało, że pojechałeś do ojczyzny reggae?

– Pomyślałem, że dobrze by było przyprawić tę muzykę smaczkami z Jamajki – saksofonem Deana Frasera czy fajnymi efektami perkusyjnymi, bo polskie produkcje często są zbyt gładkie. A jak zobaczyłem tam na miejscu Denvera Smitha, który nie tylko gra na perkusji, ale do tego tańczy, aż przecierałem oczy ze zdumienia. Ci ludzie cieszą się muzyką, żyją nią. Nawet facet, który przywoził nam jedzenie, siadał obok i z nami śpiewał.

A nie mogłeś napisać maila do Jamajczyków z prośbą, żeby odesłali ci pliki MP3 z gotową muzyką?

– Miałem do wyboru: albo wysłać im demo nagrań i zamówić, żeby w tej czy tamtej piosence dograli swoje partie, albo pojechać tam osobiście. Kiedy się im coś wysyła, oni traktują to jako zwykłą robotę, ale kiedy jest się tam osobiście, czuć niesamowitą atmosferę – można porozmawiać, wymienić myśli i bezpośrednio się czegoś nauczyć od drugiej osoby. Jamajczycy po raz kolejny przygasili mnie jak świeczkę. Zdałem sobie sprawę, że jeszcze długa droga przede mną. I dziś szkoda mi czasu zmarnowanego na popełnianie tych samych błędów. Dlatego płyta nosi tytuł „Oddycham” – wreszcie wiem, o co w tej muzyce chodzi.

Jacy są jamajscy muzycy?

– Na Jamajce nie ma stałych kapel, ludzie zbierają się na zasadzie „dziś gramy z Bednarkiem, a jutro z kimś innym” i mają z tego wielką frajdę. I jeszcze taka ciekawostka: grają o wiele ciszej od nas, Europejczyków. Kiedy pierwszy raz tam przyjechałem i odpaliliśmy z chłopakami sprzęt, zapytali: „Dlaczego tak głośno? Ciszej!” [śmiech].

A różnice cywilizacyjne? Czy coś cię na miejscu zaskoczyło?

– Jamajczycy są bardzo podzieleni. Jedni mają pracę, żonę i dzieci, a inni popychają wózki ze złomem i nie wiedzą, czy dożyją jutra, bo co chwila wybucha tam strzelanina. Kiedy w biały dzień usłyszeliśmy strzały, byłem pewien, że ktoś detonuje fajerwerki, lecz szybko okazało się, że to porachunki młodych gangów ulicznych. Ale niech wady nie przesłaniają zalet. Warto odwiedzić Jamajkę dla jej niesamowitej bujnej zieleni i słodkich soczystych owoców.

Słucham utworu „Good Soul” i mam wrażenie, że jest efektem wspólnej improwizacji kilku narodów świata. Przywiozłeś go na pamiątkę z dalekiej podróży?

– Akurat pomysł na tę piosenkę wykluł się w Polsce. Rok temu moja siostra brała ślub i gdy przed poprawinami wchodziła na salę, zaśpiewałem jej spontanicznie: „Jesteś moją dobrą duszą”. Refren miałem więc gotowy, a chórki rzeczywiście zrobiliśmy na Jamajce. Słychać tam m.in. włoskiego muzyka reggae Alborosiego. Jak tylko się dowiedziałem, że spotkam go na miejscu, nie zmrużyłem oka przez całą noc. Od dawna słuchałem jego kawałków, a teraz zgodził się wziąć udział w nagraniu mojej płyty. Ale czad! Na spotkanie jechałem podenerwowany, ręce mi się trzęsły z wrażenia, a kiedy wszedłem do jego studia, zacząłem skakać z radości. Popatrzył na mnie i rzekł: „Też taki byłem w twoim wieku” [śmiech].

Alborosie wyemigrował na Jamajkę na stałe, a ciebie nie kusi, żeby też tam osiąść?

– Jestem za bardzo rodzinny i związany ze swoim miejscem urodzenia, żeby zdecydować się na taki krok. Mieszkam w Lipkach i to jest moja Jamajka. Po dwóch tygodniach już chciałbym wracać. Ale nie wykluczam podobnych wyjazdów w przyszłości – chcę się muzycznie rozwijać, potrzebuję takich zastrzyków energii.

Skoro mowa o rodzinie, autorem utworu „List” jest twój tata, a adresatką mama. Jak do tego doszło?

– Tata napisał tę piosenkę dla mamy, gdy był w wojsku. Wyszedł mu kawałek w rytmie reggae, choć ojciec akompaniował sobie na gitarze. Pomyślałem, że po latach sprawię mu przyjemność i nagram tę piosenkę na swoją płytę w ramach podziękowań za to, ile energii poświęca naszej rodzinie.

Jest tu przesłanie, którego raczej unikasz w innych piosenkach, dlaczego?

– Ta płyta ma przede wszystkim sprawiać ludziom przyjemność. Nie należę do grona artystów z konkretnym przekazem, tj. Grubson czy O.S.T.R., których bardzo doceniam za uświadamianie ludziom pewnych rzeczy. Może przyjdzie taki czas, że również dojrzeję do potrzeby komunikowania się z publicznością w taki sposób.

Przedpremierowy odsłuch „Oddycham…”

Tracklista:
1. Sailing
2. Euforia (feat. Staff)
3. Up & Here (feat. Resteric)
4. Spragniony…
5. Real Ting (feat. Junior Kelly)
6. Światło
7. Chwile jak te (feat. Staff)
8. Thinkin Twice
9. Uciekam w Słowa
10. Leave this town
11. Podróż (feat. KaCeZet)
12. Good Soul (feat. Alborosie)
13. List

Kamil Bednarek

Nagrano:
XII.2014 – III.2015
TOWER STUDIO
AS ONE STUDIO
TUFF GONG STUDIO

Mix i Mastering:
Activator & Smok (AS ONE STUDIO)

 

Kup album JUŻ TERAZ: Punkshop.pl

„Oddycham wspomnieniami” – wywiad z Kamilem Bednarkiem

Nie jestem właścicielką praw autorskich do poniższego wywiadu.

Źródło: Riddim.pl
Autor: Paweł Kuźnik

 

Powtórnie wróciłeś na Jamajkę. Celem Twojej podróży było nagranie wokali do swojej nowszej płyty pt. „Oddycham”. Dlaczego proces ten był rozbity między legendarnym studio Tuff Gong, gdzie nagrywałeś wokale, a warszawskie studio As One, gdzie były nagrywane wszystkie inne instrumenty?

Poprzednio polecieliśmy z zespołem nauczyć się czegoś, bo dopiero zaczynaliśmy swoją poważną muzyczną przygodę. Byłem przestraszony wszystkiego, pierwsza podróż za ocean, z dala od domu – nie wiadomo czego mogłem się spodziewać. Ogromne przerażenie, a z drugiej strony niesamowita fascynacja oraz masa emocji! Teraz poleciałem w pełni świadomy tego czego oczekiwałem i tego czego chciałem. To wszystko wyszło tak spontanicznie! Priorytetem było nagranie sekcji dętej, chórków i przeszkadzajek. Stało się zupełnie inaczej. Przebywając z Jamajczykami, czując ich energie, widząc, że Tobie się to podoba, oni też inaczej grają. Najważniejsze żeby był tam vibe, wtedy te dźwięki są zupełnie inne. Faktycznie poglądówki nagrałem już w Polsce i potem ostatnie wokale w warszawskim Studio As One, ale w Tuff Gong dogrywaliśmy właśnie chórki oraz sekcje dętą Deana Frazera. Do współpracy na płytę „Oddycham” udało zaprosić się Alborosiego i Juniora Kelly!

Zawsze odważnie mówiłeś, że Twoją inspiracją jest niemiecki muzyk i artysta Tilmann Otto – powszechnie znany jako Gentleman. Spełniłeś swoje marzenie i miałeś okazję w jednym z programów telewizyjnych wykonać z nim wspólnie numer z repertuaru Marleya. Pomijam już wspólny numer z Capletonem i z Stephen’em Newlandem z Rootz Undeground. Przed chwilą pochwaliłeś się, iż do nowej płyty dograła się Twoja kolejna muzyczna inspiracja. Reasumując i mówiąc nieco metaforycznie, jak daleko sięga Twój „pragnienia szczyt”?

Będę czuł się bardzo spełniony jeśli nastąpi w moim życiu taki moment, gdy będę na tyle dojrzały, by nagrać w pełni roots’ową płytę. I to właśnie na Jamajce! Muszę zebrać jeszcze dużo doświadczeń, bo nadchodząca płyta „Oddycham” nie jest tak bardzo uświadamiająca jak poprzednie. To zbiór moich emocji. Chciałem wyrzucić z siebie wszystkie wspomnienia sprzed 2 lat. Jest dużo radości, pewnej nadziei płynącej prosto z mojego wnętrza. Każdy kawałek powstał przy wyjątkowej sytuacji. Powstawały nagle, spontanicznie, w momentach, w których byłem z bliskimi.

W filmie opowiadającym o losach Gentelmana i Albarosiego „Journey to Jah” jest scena, w której Gentleman układa sekwencje zdań z nazw swoich płyt. „Kroczymy” z „drogą do Jah” z „pewnością siebie” poprzez „nową intensywność”, „różnorodności”, „nowego świtu”. Razem 6 płyt. Czy istnieje możliwość, abyś Ty, z tytułów swoich płyt ułożył analogiczne zdanie?

Zauważ, że wszystkie tytuły moich płyt kończą się „…” – są niedopowiedziane. Można jednak doszukiwać się drugiego dna. „Szanuj” – pierwsza zajawka, to czasy, których nigdy nie zapomnę. To taka młodzieńcza, szaleńcza inspiracja muzyką. W „Jestem” chodziło o to, że przetrwamy! Dalej dla Was jestem i będę! Na „Oddycham” wszystko się znormalizowało. Minęło parę lat, zdążyłem sobie sporo w głowie poukładać, nauczyć się wielu rzeczy, przede wszystkim od ludzi. To właśnie ci, których spotykam na swojej drodze są dla mnie najlepszymi nauczycielami. Ci, których nie chciałbyś spotkać, widzisz jak oni się zachowują i myślisz sobie „kurcze, nie chciałbym być takim człowiekiem” i tych, którzy mówią Ci coś, bo robią to z dobrego serca. Poza tym oddycham wspomnieniami.

Wspominasz o wyjątkowości swojej płyty. Mówisz, że płyta „Oddycham” to swoista kolekcja Twoich wspomnień. Jak wyglądała kwestia umieszczenia na nowej płycie kawałka, który napisał Twój tata? Co Cię do tego skłoniło?

Jak to często bywa miewałem różne sytuacje z tatą przez całe życie. W zeszłym roku bardzo się zaangażował i nam pomagał. Byłem w szoku, że aż tak otworzył oczy i zobaczył, że jesteśmy dla niego wszystkim. Pomyślałem zatem, że to będzie najlepsze co mogę dla niego zrobić. Od zawsze marzył, by coś nagrać, lecz nie miał takiej możliwości. Grał w wojsku, więc muzyka towarzyszyła mu od zawsze. Dziadek tak samo – grał na skrzypcach. I pięknie śpiewał! Nagraliśmy ten utwór i powiem szczerze, aż sam się zdziwiłem ile tam jest emocji. To wielkie wyzwanie… piosenka dla taty. Niesamowity prezent, a zarazem pamiątka.

Czy masz świadomość ogromnej odpowiedzialności w związku z przekazem, który niesiesz wśród fanów młodszej generacji, którzy dopiero zagłębiają się w tą kulturę muzyczną? Jaki jest Twój plan na przekazanie wartości i wiedzy, która trafi do tego typu odbiorców?

Na początku nie zdawałem sobie z tego sprawy. Teraz jest zupełnie inaczej. Przez te parę lat dużo się nauczyłem. Powiem Ci, że dla mnie mega ważne jest do nich mówić i pisać teksty, z którymi będą się utożsamiać. Każdy ma podobne problemy. To, że jestem rozpoznawalny, nie zmienia tego, że nie popełniam błędów, że też mam gorsze dni i potrzebuję wsparcia przyjaciół. My jako ludzie jesteśmy od dziecka „programowani”, dlatego taka pełna świadomość sprawia, że można się wybić z rytmu tego całego „Matrix’a” i na chwile zdać sobie sprawę, że są ważniejsze rzeczy niż chodzenie do pracy czy zarabianie pieniędzy. Jasne, to bardzo ważne by się utrzymywać i spełniać swoje marzenia, ale w życiu są dla mnie ważniejsze sytuacje. Chodzi tutaj o wartości i o bliskich. Doceniłem to dopiero wtedy, gdy zacząłem koncertować i nie miałem ich obok siebie. Wiesz, cały czas coś można naprawić, bo przecież każdego dnia możesz być lepszym, choć wymaga to dużo pracy i samodyscypliny.

Ostatnio na swoim Facebooku wraz z nadejściem wiosny promowałeś sport jakim jest bieganie. Czy na co dzień uprawiasz tą lub inne aktywności sportowe? Sport daje Ci wewnętrzną równowagę i spokój?

Zbierałem się do tego dwa lata, ale na swojej drodze spotkałem ludzi, którzy mi w tym pomogli. Do biegania trzeba się przygotować. Dla mnie na pewno zdrowsze jest jeżdżenie rowerem, nie psuje tak stawów. Choć bieganie po lesie, gdzie oddychasz innym powietrzem, powoduje zupełnie inne myślenie. Jesteś bardziej skoncentrowany, jest w Tobie dużo więcej radości. Te wielkie mięśnie, które masz w nogach wytwarzają dużo pozytywnej energii. Poprzez treningi zyskuję dużą energiczność koncertową. Endorfiny się uwalniają 😉

Często wspierasz inicjatywy charytatywne takie jak ta dzisiejsza w Zdzieszowicach „Moc Muzyki” – Dla Grzesia?

Akcji charytatywnych jest coraz to więcej. Cieszę się, że aktywnie mogę w tym uczestniczyć. To koncerty nasycone dodatkową energią. Energią z poczuciem misji, że robi się to dla kogoś. Nie dość, że łapiesz energie z muzyki to wiesz, że jeszcze komuś pomagasz. To jest piękne! Od samego początku wspieramy takie inicjatywy całym zespołem, jak również całym sercem.