Archiwa blogu

Bednarek: spełniłem wszystkie swoje marzenia…

Nie jestem właścicielką praw autorskich do poniższego wywiadu.

Źródło: Plasterlodzki.pl
Autor: Agnieszka Malinowska

Agnieszka Malinowska: Kamil, mieliśmy okazję porozmawiać 3 lata temu- tuż po premierze płyty „Jestem”. Co się u Ciebie przez te lata zmieniło? Jaki to był czas?

Kamil Bednarek: Wow, jak to było dawno (śmiech). Przede wszystkim bardzo dużo  się nauczyliśmy – nie tylko ja, ale cały mój zespół. Wszyscy mogliśmy się rozwijać, dotknąć profesjonalnych scen. Mieliśmy styczność z muzykami, o których spotkaniu zawsze marzyliśmy. Na pewno mamy też zupełnie inną świadomość i podejście do muzyki. Zdaliśmy sobie sprawę,  że to nie jest tylko zabawa, ale wielka odpowiedzialność i spory wysiłek. Same podróże zabierają nam mnóstwo czasu i nie są łatwe, a gramy po 130 koncertów rocznie, więc pokonujemy naprawdę setki kilometrów. Co ciekawe, wciąż nie maleje nasz zapał i chęć do dalszej pracy! Chcemy się coraz bardziej rozwijać i ciągle zaskakiwać naszych fanów. Na pewno nie stoimy w miejscu i nie spoczywamy na laurach (śmiech).

Niemal rok minął od premiery najnowszej płyty pt. „Oddycham”. Na pytanie co to za płyta odpowiadałeś setki razy. Mnie zainteresowało dlaczego zdecydowaliście się na jej bezpłatne upublicznienie w całości, w serwisie youtube na tydzień przed premierą?

To akurat wyszło bardzo spontanicznie. Chciałem, żeby ludzie po prostu tego posłuchali. Może trochę nie spodziewałem się, że upubliczniona zostanie cała płyta… W ogóle muszę powiedzieć, że z tworzenia ostatniej płyty wyciągnęliśmy dużo wniosków. Żyjemy w dobie internetu i spotify więc podejrzewam, że ten nasz zabieg niewiele nam zaszkodził, bo kto chciałby tę płytę sobie ściągnąć, to i tak by to zrobił… Tak czy inaczej, mamy za ten album platynę, więc to dla nas ogromne wyróżnienie, bo płyty w tym kraju się aż tak dobrze nie sprzedają.

Mówisz w wielu wywiadach, że nowa płyta to taki twój pamiętnik… Ale nie tylko Twój… Piosenka pt. „List” została napisana przez twojego tatę dla mamy. To bardzo osobisty, poruszający kawałek. Nikt nie miał do Ciebie pretensji, że teraz może słuchać tego każdy?

Nie, nie (śmiech). To była wielka niespodzianka! Tata napisał jeden kawałek w życiu i chciał, żeby był on utrzymany właśnie klimacie reggae. Zrobiliśmy to więc jaką taką wyjątkową, osobistą pamiątkę. Zresztą, tata się bardzo cieszy i jest dumny, że na płycie znalazł się jego kawałek. W tym utworze zagrał niesamowity jamajski saksofonista Dean Frazer ze swoją sekcją. To pamiątka, która pozostanie na zawsze…

Spora część twoich utworów jest bardzo osobista, poruszająca… „Uciekam w słowa” z nowego albumu albo „Chodź ucieknijmy” z poprzedniej płyty… Przed czym chce uciec i czego się boi Kamil Bednarek? (śmiech)

(śmiech) „Chodź ucieknijmy” to była piosenka, którą napisałem trochę na kolanie, przed samym nagraniem. To był jedyny utwór, do którego wcześniej nie miałem przygotowanych słów. Był to dla mnie czas, kiedy dużo się działo, sporo przeżywałem. W tej piosence chodzi o to, żeby nie pozwolić się wtrącać nikomu w to, co się ma z drugą osobą, żeby mieć taki swój świat, do którego nikt poza Wami nie ma dostępu. Z kolei „Uciekam w słowa” to piosenka, którą zawdzięczam moim przyjaciołom. Zorganizowali dla mnie 22. urodziny-niespodziankę. Pod koniec imprezy po prostu wziąłem gitarę i zacząłem grać, a moja siostra to wszystko nagrała. Ta piosenka ma bardzo proste słowa, które płyną prosto z ser ducha. Przy niej odpływam w te wszystkie piękne wartości.

Równo za miesiąc kończysz 25 lat. Dla wielu osób 25-te urodziny to czas podsumowań, osiągnięć życia. Jakie to było Twoje ćwierć wieku? Z czego jesteś najbardziej dumny?

(śmiech) Jeśli chodzi o muzykę, to dumny jestem najbardziej z całego mojego zespołu i z tego, że po programie „Mam talent” – kiedy wszyscy spisali mnie na straty – spełniłem wszystkie swoje dotychczasowe marzenia, związane z muzyką. Oczywiście nie można spocząć na laurach i wciąż pojawiają się kolejne marzenia do spełnienia, więc trzeba intensywnie pracować. Powtarzam, Jestem szczerze dumny z ludzi, którzy mnie otaczają, z moich bliskich, z siostry,  która sobie świetnie radzi, brata, który zaczyna się uczyć zawodu realizatora i mam nadzieję, że kiedyś będziemy mogli razem pracować. No i nie mogę oczywiście zapomnieć o moich fanach. Cieszę się tego, że są przy mnie i pozostają wierni.

Tłumy czekające na Ciebie na dole o czymś świadczą (śmiech). Na koniec powiedz kiedy możemy spodziewać się nowej płyty?

Nie chcę tutaj mówić konkretnie w miesiącach, ale może wiosna?

Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za płytę.

 

Reklamy

Wywiad dla Plastra Łódzkiego

Poniższy tekst pochodzi ze strony www.plasterlodzki.pl a właścicielem praw autorskich do artykułu są opiekunowie portalu. Autor: Agnieszka Malinowska.

 

Kamil, miałam okazję być na dwóch Twoich koncertach i na każdym masz w sobie niesamowitą energię- skaczesz, biegasz, klaszczesz, a na dodatek przekazujesz ludziom tyle pozytywnych uczuć! Zastanawia mnie, skąd Ty w sobie masz tyle siły i tyle pozytywnych emocji, żeby przekazywać je dalej?

– Czasami sam się zastanawiam jak to jest, że pomimo tylu kilometrów – dzisiaj też zrobiliśmy ich ponad trzysta – wychodzisz zmęczony, bolą plecy i w ogóle, a mimo tego dajesz radę… Zawsze staram się zagrać koncert na 100% swoich możliwości, aby ludzie, którzy na niego przychodzą byli zadowoleni, na chwile się zatrzymali, pomyśleli i zaczerpnęli odrobinę pozytywnych wibracji. Ta naturalna wymiana energii jest podstawą każdego udanego koncertu i działa trochę na zasadzie ping ponga. Wysyłasz słuchaczom dawkę dobrej energii i ona praktycznie natychmiast do ciebie wraca. Kiedy widzę, że ludzie coraz bardziej się nakręcają, to ja również funkcjonuję na coraz większych obrotach. Tak właśnie to działa…

Właśnie, bo oglądając czy czytając wywiady z Tobą, można odnieść wrażenie, że jesteś bardzo pozytywnym człowiekiem – powiedziałabym, że wręcz optymistą. Co w takim razie doradziłbyś osobom, które niezbyt jasno patrzą w przyszłość? No, na przykład takiej pesymistce jak ja (śmiech)?

– Nie widać tego w Twoich oczach… (śmiech). Ja też kiedyś byłem sporym pesymistą, ale odkąd poznałem muzykę reggae, nauczyłem się doceniać małe rzeczy i cieszyć nimi. Kiedy szanujemy to, co mamy wokół siebie, swój najbliższy świat, a potem małymi krokami zdobywamy kolejne cele, to na końcu zupełnie inaczej smakują owoce, niż gdybyśmy od razu dostali wszystko z góry. Osobiście nigdy nie spodziewałem się, iż będę miał okazję grać takie ilości koncertów, mieć tylu fanów i że zjawisko „Bednarek” wybuchnie aż na taką skalę. Jednak zawsze, gdzieś tam w środku wierzyłem, że może coś mi z tą muzyką kiedyś wyjdzie, ale powolutku, małymi krokami. Aż tu nagle nastąpił buuum i się udało! Trzeba wierzyć w siebie, ale nie popadać przy tym w skrajności, bowiem wiara w połączeniu z pokorą może przynieść naprawdę wymierne efekty.

W listopadzie wydałeś z zespołem płytę „Jestem”- nową, bo sygnowaną Twoim nazwiskiem. W Polsce płyta spotkała się z genialnym przyjęciem- nie ukrywajmy kochają Cię miliony Polaków…

– To miłe, ale szczerze mówiąc nawet nie czytałem tych wszystkich opinii. W sumie ostatnio bardzo sporadycznie zaglądam do internetu…

Może to dobrze, oszczędzasz sobie niepotrzebnych stresów?

– Jest w tym jakaś racja… Za dużo stresów nie niesie ze sobą niczego dobrego…

Dobrze, tak jak mówiłam – w Polsce odnosisz same sukcesy – nie myślałeś o tym, żeby swoją karierę przenieść gdzieś dalej, poza granice naszego kraju?

– Pewnie, że bym chciał. Nie miałbym wówczas takiej „przypinki Bednarka”, czyli etykietki tych wszystkich programów telewizyjnych, etc. Po prostu przyszedłbym do nich z czystą muzyką, z tym, co najbardziej kocham.

Czyli jakieś plany na najbliższą przyszłość z tym związane już są?

– Mam jakieś swoje plany, ale dopiero jak wszystko się uda i pewne rzeczy się potwierdzą, to będę mógł cokolwiek o nich powiedzieć. Nie lubię rzucać słów na wiatr, ani uprzedzać nadchodzących wydarzeń. Czas pokaże, co z moich zamierzeń okaże się realne…

Powiedz mi Kamil jeszcze, bo zastanawiam się nad jedną kwestią. Obecnie sukces w Polsce jest mierzony tym, ile razy artysta pojawi się na tzw. ściankach czy tym, ile kontrowersyjnych wpisów pojawi się na plotkarskich portalach. Przejrzałam trochę takich stron w poszukiwaniu informacji o Tobie i… nie znalazłam żadnego takiego wpisu na Twój temat…

– Uspokoiłaś mnie trochę! (śmiech) Już myślałem, że tam jest niezła jazda na mój temat.

No właśnie, nic strasznego tam nie było! Znalazłam tylko wzmianki o Twoim udziale w programach tj. „Mam talent” czy „Bitwa na głosy”. Jak więc w takim kraju jak Polska udało Ci się zrobić karierę bez tego negatywnego szumu wokół siebie?

– Wow… Wiesz co? To też jest zasługa moich managerów, którzy tak naprawdę są moimi braćmi i przez cały czas pomagali mi pozostać sobą. Ponadto swój pozytywny udział mają moi przyjaciele. Dzięki nim zawsze, kiedy wracam do domu, nie zapominam o tym, kim jestem. Oprócz tego myślę, że w dużym stopniu pomógł mi również fakt, iż nie mieszkam w Warszawie, ani innym dużym mieście, gdzie nieustannie odbywa się klasyczny wyścig szczurów. Na każdym kroku musiałbym wystrzegać się natrętów, którzy by za mną biegali i z ukrycia robili zdjęcia. Bardzo cenię swoją prywatność i nie toleruję jak ktoś z butami próbuje wchodzić w moje życie. Jestem zadowolony, że – póki co – udało mi się uniknąć wielu pułapek związanych z polskim show-businessem.

Niestety, niektóre media słyną z tego, że szukają sensacji.

– Dokładnie. Dlatego raz jeszcze powtórzę, że cieszę się, iż nie mieszkam w wielkim mieście, co w dużym stopniu pomogło mi nie zwariować. Nie lubię dużych aglomeracji, za to cenię spokój, ciszę… Tak naprawdę najbardziej skupiłem się na muzyce i na tym, żeby docierać ze swoimi koncertami do ludzi, a nie na jakiś wybrykach czy dostarczaniu pożywki dla poszukiwaczy tanich sensacji. W szczególności zależy mi na tym, by inni mogli czerpać ze mnie jakieś inspiracje i zauważyli, że można nie mieć nic, a nagle w przeciągu jednego roku zrealizować mnóstwo marzeń. Osobiście spełniłem już swoje życiowe pragnienie, jakim był wyjazd na Jamajkę. Jednak mam jeszcze kilka ukrytych marzeń i mocno wierzę, że również one doczekają się realizacji…

Masz rację, ale ciężko się przestawić od razu na takie pozytywne myślenie (śmiech).

– Ciężko, bo realia i czasy, w jakich żyjemy zmuszają nas do pesymizmu i obniżają poziom wiary w siebie. Sądzę, że zawsze należy mieć jakąś iskierkę nadziei, bo przecież w życiu wszystko może się zdarzyć. Gdyby ktoś trzy lata temu powiedział mi, że będę tu czy tam, to nie potraktowałbym tych słów poważnie, a jednak rzeczywistość potrafiła mnie sympatycznie zaskoczyć…

No właśnie, a nie przeszkadza Ci to, że jesteś cały czas w rozjazdach? Jesteś przecież młodym człowiekiem, a nie masz zupełnie czasu na życie prywatne…

– Niewątpliwie trochę przeszkadza… Jednak z drugiej strony, jak siedzę w domu to nie potrafię ustać przez chwilę w miejscu. Ciągle poszukuję czegoś nowego, ciągnie mnie do ludzi. Kocham, kiedy wokół mnie pojawia się wiele osób, bo stanowczo nie lubię być sam. Wyjątkiem są sytuacje, kiedy muszę coś ważnego przemyśleć, napisać nowe teksty czy różne sprawy poukładać sobie w głowie, to wtedy wolę to robić w odosobnieniu. Czasami trzeba w spokoju naładować swoje akumulatorki. Dzisiaj na przykład wracam od babci i czuję się odpowiednio wyciszony i naładowany pozytywną energią. Nie ma to jak u babci… (śmiech)

Na koniec powiedz, czego można Ci życzyć?

– Zdrowia i energii – tej dobrej – żebym nigdy jej nie stracił. Myślę, że to jest moje najistotniejsze życzenie. Ja już raz otarłem się o wizję zakończenia swojej przygody ze śpiewaniem, bo miałem polipa na strunie głosowej, którego musiałem pilnie operować. Wówczas na własnej skórze przekonałem się, że zdrowie jest w tym wszystkim najważniejsze, bo bez tego niczego nie zrobimy. A tyle wyjątkowych i ciekawych wyzwań przed nami…

Kamil w takim razie tego wszystkiego Ci życzę i dziękuję, że znalazłeś dla mnie trochę czasu.

– A ja Ci życzę więcej optymizmu i radości, która pomoże Ci go w sobie odnaleźć. Dzięki!